Kilka głębszych (#1): ehh hahah

W przypływie odwagi zdołałem zapytać ehh hahah o możliwość przepytania go, a że w rozmówkach też nie jestem zbyt dobry, proszę o wyrozumiałość, jaką starał się wykazać również się artysta. Warto posłuchać sobie jego muzyczki, bo robi bardzo fajną.

Jest to moja pierwsza taka próba, nie licząc jakichś dawnych heheszków z twórczymi kolegami, więc tym bardziej bym prosił, by spojrzeć na to łagodniej niż być może należy.

Tytuł wymyśliłem taki, jaki wymyśliłem, choć nie wiem, czy to będzie jakiś cykl. Raczej zabraknie mi śmiałości/buty.

I drobna uwaga: wiem, że tak pewnie nie wypada, ale rzecz wyglądała tak, że wysłałem zestaw pytań, by nikogo nie męczyć i załatwić to tak, by było możliwie najbardziej dogodnie dla obu stron.

To już drugi Twój album w tym roku. Zastanawia mnie kwestia konceptualności. O ile “netii…” – być może z inicjatywy wydawcy, Audile Snow – towarzyszyła krótka notka, z której dowiadywaliśmy się, że “tematem jest problem zrozumienia i przekazywania myśli na odległość” (z którym sam, taka dygresja, mierzę się choćby teraz), o tyle w przypadku “and the weather so breezy, man, why can’t life always be this easy?” jedyną podpowiedzią mogłyby być tytuły utworów, ale nie naprowadziły mnie na konkretny trop. Zatem, jak by można było spytać, gdyby była to płyta hiphopowa: jaki jest ogólny przekaz, jaką problematykę podejmujesz, jeśli da się to wyabstrahować?
O motywy zawarte w “netii…” zapytało mnie Audile Snow, więc im wytłumaczyłem. W wydaniu fizycznym “netii…” na karcie SD można znaleźć screenshot z wymiany wiadomości, kiedy im tłumaczyłem, czemu zrobiłem ten album.
Album “and the weather so breezy, man, why can’t life always be this easy?” zacząłem robić we wakacje 2017 roku. W sumie nie wiem czy ostatecznie na albumie jest jakiś utwór, który wtedy zrobiłem (sprawdziłem teraz sobie na szybko i nie ma), dlatego, że to LP bazuje bardziej na różnych myślach dotyczących muzyki i jakichś drobniejszych przemyśleniach.
Fajnie, że w pytaniu odniosłeś się do hip-hopu, bo w wakacje 2017 złapałem (wreszcie) zajawkę na trap, ogólnie nowy hip-hop i wszystkie te bardzo świeże odłamy rapu – mumble rap, raperów z soundclouda i te późniejsze (w sensie późniejsze niż Yung Lean) cloud rapsy. Lubiłem wtedy po męczącym dniu położyć się na kanapie, włączyć sobie jakiś mumble rap i czytać “Lalkę”. Tak swoją drogą, to zajebiście to do siebie pasowało, mogłem wtedy wejść w jakiś dziwny stan, kiedy słuchałem muzyki, o której w ogóle nie myślałem i czytałem książkę, o której też w sumie za dużo nie myślałem, fajna forma relaksu. Dobrze siadało, jak Lil Uzi Vert nawijał ‘all my friends are dead’, a Wokulski przechadzał się po warszawskim Powiślu albo leciało “Kelly K” playboia, jak Wokulski był u Łęckich.
No, w każdym razie, słuchając tej >bardzo nowej< muzyki zacząłem myśleć o muzyce w ogóle. Jaki jest jej sens? Bo do wakacji 2017 jeśli tworzyłem to zawsze miałem w myśli głęboką awangardę, myślałem o łamaniu zasad i eksperymentowaniu, punktem odniesienia było Autechre, Aphex Twin, Mark Fell czy Jan Jelinek. Ale jak słuchałem sobie self-titled mixtapu Playboia Carti i po prostu lubiłem brzmienie muzyki (czytałem też wtedy trochę o Cage’u) i to, jak fajnie wyraża siebie Jordan Terrell Carter (xd), to szybko zacząłem kwestionować moje przekonania dotyczące muzyki – od tamtej pory po prostu robiłem muzykę, myśląc mniej. Ot, włączam sobie Abletona, gram jakiś krótki motyw, zapętlam go, dokładam jakieś tło, jakieś wielodźwięki do akompaniamentu, jakiś bas, jakieś fajne rytmy i jest okej.
Odnosząc się do pytania, w ten sposób na przykład powstał ‘stefan hula’. Zrobiłem go jakoś wtedy, kiedy była olimpiada, oglądałem sobie skoki i w przerwie między pierwszą (stefan skoczył bardzo daleko wtedy) a drugą serią otworzyłem laptopa i pod wpływem sportowych emocji i uniesień zrobiłem chyba nawet cały kawałek. Nie jestem pewien, czy go później nawet poprawiałem, po prostu wtedy powstał i nie było potrzeby nic zmieniać. ‘miętowy tymbark’ zrobiłem w drugi dzień świąt 2017, pamiętam, przełożyłem sobie wtedy laptopa do pokoju, w którym kilka godzin wcześniej siedzieliśmy z rodziną, przesłuchałem ten świąteczny mini album Julka Płoskiego, a później nagrałem po prostu jakiś motyw na fortepian, zapętliłem go, dodałem bas i tyle. Piłem w międzyczasie miętowego tymbarka, więc tak nazwałem track. A utwór ‘smak lasu’ nagrałem w maju 2018 – siedziałem wtedy przed kompem i jadłem żelki nimn2 ‘słodki sad’ (tytuł słodki sad sugerowałby zbyt mocno nastrój słodkości, przyjemności, dlatego trochę zmodyfikowałem nazwę) i w międzyczasie nagrałem utwór (‘słodki sad’ oryginalnie trwał chyba prawie 9 minut, to co jest na albumie, to moment końcowy moment, który podsumowuje wszystkie motywy, jakie przewlekały się wcześniej).

Bartosz Nowicki, pisząc o zjawisku/nurcie/ruchu młodej polskiej elektroniki, wymienił Ciebie jako jednego z głównych przedstawicieli. Przed kilkoma dniami pojawiło się wydawnictwo – czy raczej zapowiedź takowego – będące owocem Twojej współpracy z innymi spośród wymienionych wówczas przez autora blogu 1uchem1okiem artystów (z paszką i nadziejem.). Ponieważ nie należy formułować pytania w sposób, który pozwoli na odpowiedź “tak” lub “nie”, lekko Cię sprowokuję: jak się czujesz jako część większej siły, może idei albo wręcz – mówiąc już całkiem górnolotnie – jeden z głosów pokolenia?
Zdecydowanie nie czuję samego tego pojęcia “nowej” elektroniki polskiej i “nowego” pokolenia. Nie wiem, nie czuję, żebym coś zmieniał, ani żebym posuwał muzykę jakoś do przodu. Zdecydowanie bardziej wolałbym łatkę internetowego twórcy, niż młodego twórcy. Według mnie nie ma żadnego nurtu młodego pokolenia – paszka, julek płoski, ja i wszyscy wymienieni w tekście robimy bardzo różną od siebie muzykę. Niemniej faktycznie wszyscy poruszamy się w Internecie i to w Internecie ta muzyka powstaje, zostaje wydawana i w Internecie raczej żyje. Jestem członkiem MAGIA.mafii, jeśli mam się z kimś identyfikować.
Wydawnictwo, które ostatnio pojawiło się na moim bandcampie nie jest zapowiedzią, tylko początkiem spontanicznego cyklu nagrań, które wspólnie z paszką i nadziejem, (póki co w tym składzie) sobie robimy przez sieć. Wydaliśmy pierwszy i drugi (oraz drugi i pół) numer, trzeci jest już prawie gotowy, jak go skończymy, to od razu wrzucimy do sieci.

“netia genialna rozmowa z klientem” została nagrana błyskawicznie, na przestrzeni jednego wieczoru i poranka dnia następnego. A jak było w przypadku “and the weather so breezy, man, why can’t life always be this easy?” – albumu w moim odczuciu bardziej organicznego, zniuansuowanego i o mniej impresyjnym charakterze? Jak wyglądał proces twórczy, jak przebiegał i czy zamknął się w równie krótkim czasie?
Odpowiedziałem na pytanie w dużej mierze w pierwszej odpowiedzi. Podsumuję myśl – drugie LP jest raczej procesem zmiany mojego postrzegania muzyki. Jeśli bym chciał, to w tym momencie, w przeciągu tygodnia, mógłbym nagrać drugi bardzo podobny album i go wydać, no ale w przypadku “and the weather…” proces ten wydłużył się do prawie roku. Więcej czasu zajęło mi myślenie o nim, niż faktyczne nagranie go. Wynik końcowy, w sensie album, to po prostu podsumowanie moich poglądów na temat muzyki samej w sobie. I dlatego “netia…” to EPka (szybko zrobiona, określa konkretny moment moich poglądów, wykorzystuje konkretny pomysł, który akurat miałem), a “and the weather…” to LP.

Podczas słuchania Twojej płyty, szczególnie przy początkowych utworach, miałem dość silne skojarzenie z debiutem múm. Może to bardziej kwestia przywołania wspomnienia tamtego albumu. Czas jest bowiem inny, stylistyka również. Chodzi mi o podobny typ wrażliwości, wręcz naiwności (jak najlepiej rozumianej), niekoniecznie muzycznej, o oddanie podobnego ducha, który jednak przewędrował przez niemal dwie dekady i setki kilometrów. Trudno, byś miał odnieść się do tak abstrakcyjnej asocjacji, więc chcę Cię zapytać, jakie były Twoje faktyczne źródła inspiracji. Nie musisz ograniczać się do tych muzycznych, choć chodzi mi głównie o nie.
Nie słuchałem múm. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że ‘kreativitet’ zrobiłem zaraz po obejrzeniu poradnika na youtubie, jak zrobić trapowy kawałek. Bas i rytm kicka są wprost skopiowane z poradnika. I na to pytanie również odpowiedziałem w pierwszej odpowiedzi, niemniej po prostu wypiszę tutaj kilku artystów, którzy mi mocno towarzyszyli podczas robienia albumu:
– Playboi Carti, Lil Tracy, Yung Gleesh, WIFIGAWD [ekspresja zawarta w głosie],
– Lorenzo Senni, Suzanne Kraft, Joe Hisaishi, Eberhard Blum, Lino Capra Vaccina Michele Fedrigotti & Danilo Lorenzini (ogólnie włoski minimalizm, ale tych dwóch panów samplowałem we flori misciti) [proste, repetatywne melodie],
– Iglooghost, Autechre (NTS Sessions), Jlin [spontaniczność, chaos],
– Kero Kero Bonito, SALU, Jonghyun  [przyjemność],
– Alison Wonderland, Lunice [przyjemna muzyka trap],
– meltycanon, K. Leimer [krótki i spontaniczny sposób tworzenia],
– Shamana, niektóe utwory PLayboia Cartiego [dekonstrukcja hip-hopu ],
– Charli XCX (Pop 2), Crapface (:) 🙂 :)), Purity Ring (Another Eternity), serpentwithfeet, Maison Book Girl [dekonstrukcja/rozwijanie popu]

Nawiążę raz jeszcze do Twojej tegorocznej epki. Pisząc o niej, określiłem Ciebie mianem “artysty memicznego”, w czym nie było śladu ironii, raczej próba umiejscowienia Twojej twórczości w szerszym – być może zbyt szerokim – kontekście. Niedługo później spotkałem się z tym samym określeniem w innym miejscu, również użytym przy próbie opisu “netii..”. Czy Twoje dokonania i zasługi na polu – nazwijmy je – sztuk wizualnych mają wpływ na to, jaką muzykę tworzysz? A może należy postrzegać obie dziedziny twórczej działalności osobno?
Zawsze chciałem, żeby memy były przedłużeniem tego, co się dzieje w muzyce (niestety, wyszło chyba na odwrót), bo jestem tą samą osobą wtedy, kiedy robię obrazki i tą samą osobą, kiedy robię muzykę. Memy zacząłem robić, bo wiedziałem, że to nośny sposób promocji, i że dzięki temu zyskam rozgłos. No niestety, nie przemyślałem sobie tego zbyt dokładnie i trochę mam innych fanów na facebooku, a innych na soundcloudzie. Niemniej mam nadzieję, że może choć trochę osób z facebooka odkryje dzięki temu, że istnieje dużo różnej i fajnej muzyki, o której nie wiedzieli (prawie zawsze wklejam link do jakiegoś fajnego utworu przy wrzucaniu obrazków, często też piszę z lajkującymi na temat muzyki na PW). Ostatecznie chyba wpadłem w pułapkę promocji, bo zauważyłem, że nie ja jedyny stosuję taką taktykę dotarcia do większej liczby osób i za granicą jest to mocno piętnowane (niemniej wtedy to zazwyczaj wygląda tak, że ktoś po prostu kradnie obrazki z innych stron, zyskuje duże zasięgi, a później promuje swoją muzykę i do tego jeszcze jakiś własny merch, np. ciuchy). No ale mam nadzieję, że ludzie odczują, że moje memy i muzyka stoją obok siebie blisko, i że ‘ehh hahah’ jest po prostu zarówno muzyką, teledyskami, jak i obrazkami, i że jeśli ktoś się otworzy, to może znaleźć dużo wspólnego między tymi formami, i jeśli lubi obrazki, to polubi też muzykę, i vice versa.

Jak ważne – i czy kluczowe dla pełnego rozumienia dzieła i stojącego za nim zamysłu – są takie aspekty jak sam jego tytuł (fraza z Kanye’ego Westa), tytuły utworów (w tym ich zapis, czyli np. nieużywanie wielkich liter, umyślne literówki) czy dość… specyficzna okładka? To coś więcej niż pewien sentyment do memów, mrugnięcie okiem do zorientowanych w tej materii odbiorców, czy może aspekt, w którym należy upatrywać tego, co stanowi pewne ujście części dla Twojej natury, jednocześnie wyswobadzając samą muzykę z “dziedzictwa późnego Internetu”, z tego wszystkiego, co post-, rodzaj gry (z) konwencją? A może coś jeszcze innego? Czy należy to wszystko traktować z równą jeśli nie powagą, to choćby uwagą?
Okładka, tytuł albumu, tytuły utworów i cała estetyka dzieła miały po prostu podkreślić ekspresję, pomóc zarówno mi, twórcy, jak i odbiorcom znaleźć jakiś wspólny czynnik, który spowodował, że utwór brzmi tak, a nie inaczej. Dużo słuchałem “Flashing Lights”, jak robiłem album + lekka korespondencja z hip-hopem sprawiły, że zdecydowałem się na taki tytuł. Okładkę Tomasz Łysakowski sam się zaoferował, że zrobi, zależało mi trochę na czymś, co będzie jednocześnie bardzo Internetowe, ale również i naturalne, organiczne, dlatego taka ona jest. Ja najchętniej zostawiłbym samą muzykę, bez otoczki okładki, tytułów itd., bo w sumie nie czuję się dobrze w wymyślaniu ich, dlatego nie uważam że to jest kluczowe, niemniej mam nadzieję że naprowadza słuchacza w jakiś tam sposób na >odpowiednie<, twórcze myślenie o albumie (odpowiednie, czyli takie, które zrodzi najwięcej pytań, odpowiedzi, wniosków, wątpliwości, w sensie takie, które po prostu sprawi, że odbiorca pomyśli o albumie dłużej, będzie się nad nim zastanawiał i go jakoś to zastanawianie ubogaci).

Na koniec tego krótkiego przepytywania coś standardowego, co jednak – podobnie jak wszystkie kwestie poruszone wcześniej – jest czymś, czego chciałbym się dowiedzieć. Czy możemy się spodziewać, niekoniecznie pod szyldem ehh hahah, kolejnych Twoich nagrań w niedalekiej przyszłości?
Na pewno w przyszłości chcę współpracować z U A [u-a.online], bo to super inicjatywa, prowadzona przez super ludzi. Chcę też robić jak najwięcej kolaboracji, bo to mnie bardzo rozwija i po prostu jest przyjemne. Jako solo ehh hahah w tym momencie nie czuję, żebym miał cokolwiek do powiedzenia, ale może to się zmieni wraz z czasem (możliwe że to jest efekt tego że właśnie wydałem album, po ‘kasecie’ czułem się tak samo). No i teraz idę do klasy maturalnej, nie wiem czy chce iść na studia, więc możliwe ze po prostu z braku czasu będę musiał porzucić tę pasję i hobby (traktuję ehh hahah tylko jako hobby, nic więcej).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *