KęKę – Mr KęKę (2019)

Czekałem na płytę KęKę.

To jedno zdanie, brzmiące jak wyimek z sesji u psychoterapeuty, mogłoby posłużyć jako wprowadzenie.

***

W moich notatkach dotyczących poszczególnych utworów powtarzają się – bezwiednie! – dwie refleksje: “ech” i “co to ma być?”.

To jedno zdanie, będące autentycznym zapiskiem zmagań z czymś ponad siły, mogłoby posłużyć jako rozwinięcie.

***

Nie wiem, czy to dobre jest, szczerze mówiąc.

To jedno zdanie, zamykające album “Mr KęKę”, mogłoby posłużyć jako zakończenie.

***

Zostawiamy?

***

Ale jeszcze kilka słów/zdań się należy (komu? czemu?). W końcu sam raper przewiduje, co go czeka: “znowu będę wszędzie / alias ‘powietrze'”.

A czy powietrza można… nie dostrzec?

***

Tylko co tu pisać, jak można tylko załamać ręce, całkiem się załamać, rozpłakać, rozpaść. Kto zrozumie ‘recenzenta’, skoro to nie on jest tym stojącym nad przepaścią, pragnącym słuchaczy (nie fanów!), niezrozumiałym przez nikogo, nawet przez ukochaną kobietę, tworzącym bez przekonania i celu, z poczucia (przy)musu samotnym artystą, któremu jest coraz gorzej, a rozliczy go bóg i historia?

A to dopiero pierwszy kawałek.

A to dopiero…

***

Wiemy już o tym, z jakiej pozycji – łaskawie spojrzawszy, niekoniecznie łaskawie – przemawia do nas Pan Raper. A jak wyraża się jego postawa nie wobec nas, a wobec uprawianej sztuki? Tutaj wystarczy, że wytrwamy (przeskipujemy) do drugiego utworu. Podaję samą esencję:
1) zawsze topka ligi, nieistotna treść
Żeby równanie miało rozwiązanie, a suma [na koncie?] się zgadzała, to:
2) plus na wszystko wywalone

***

Najprościej całość opisać znanym hasłem: dla każdego coś… Po prostu “coś”. Kawałek z gatunku “rap >>tożsamościowy<<“, zakończony cyniczną autoreklamą (nawet nie mogę napisać, że brakuje tylko, by KęKę paradował z racą w klipie, bo… nie brakuje). Kawałek z nauką i przestrogą (“idą ciężkie czasy / sk’rw*synie, rób zapasy”), diagnozujący bolączki współczesności i opisujący zbliżające się zagrożenie niedostrzegane przez innych (“czarna chmura / wielka tak jak mało która”). Kawałek poświęcony miłości artysty (nie miłości własnej!), spuentowany czułym zwrotem “głupia”, odnoszącym się nie do uczucia, a do jego – no cóż – obiektu.  Mamy kawałek o wyrywaniu się z zaścianka, o marzeniach, o byciu synem, o byciu ojcem….

Ciekawe i znamienne jest jedno: nawet gdy raper wypowiada się na temat kwestii osobistych (czyli staje się… człowiekiem), wypowiada się w moim odczuciu jako… raper. Jakby był nim zawsze i wszędzie, nie tylko w nagraniach i na koncertach. A jednak mamy taki numer jak “Nie to nie”, w którym KęKę nawija niejako o tym, że jest raperem tylko wtedy, gdy chce nim być. Może nie będę o tym opowiadał, tylko oddam głos artyście i spuszczę zasłonę milczenia. Rzecz traktuje o dzieciaku, który zobaczywszy rapera w jakiejś restauracji z rodziną, poprosił – po tym, gdy ten skończył posiłek – o autograf.

trzeci raz mówię, że “nie”, molestuje i tak / chociaż w Stanach już by dawno siedział za gwałt #metoo

***

A może najlepszą puentą każdego z utworów są słowa, które słyszymy w refrenie ścieżki “To tylko rap”, a mianowicie “kozacki track, lecz wyłącznie dla kumatych”?

***

O tym, co kiedyś sobie napisałem, dobra znajoma powiedziała, że okrucieństwem jest to, iż pozwalam przedstawionej postaci mówić.

Dlatego i moje wtręty tutaj to raczej didaskalia.

***

Problemem płyty “Mr KęKę” wydaje się fakt, że autor nie korzysta – za poradą starszego kolegi ze Szczecina – ze zbioru tematów dostępnego na stronie www.dobryrap.pl, tylko kombinuje, a nic nowego nie wymyśli. Kwestie, które zajmują go twórczo i rozpalają artystyczną wyobraźnię, zostały wymienione w tytule wydawnictwa.

Wszystkie. Bez wyjątku.

***

Podsumowanie. Gdyby KęKę nawijał w obcym mi języku (a nie tylko w języku, który jest mi obcy), tobym uznał, że to co robi, jest doskonale niemal-przeciętne (nawet nie napiszę – aluzyjnie – że dobre technicznie, aż tak to nie), i że nikomu tym, co robi, nie robi krzywdy. A tak to muszę – znów za Łoną – mieć wątpliwość. Nie powołam na to świadków – w osobie boga czy historii – ale chciałem ocenić album możliwie pozytywnie. Głównym zamierzeniem jednak zawsze będzie szczerość, więc wyszło tak, jak wyszło (KęKę).


KĘKĘ, Mr KęKę,
Dressler

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *