Kazik – Zaraza

Kazik – Zaraza
kazik zaraza
Gdyby w Milionerach padło pytanie o to, który wers napisał Kazik, a jedna z odpowiedzi brzmiałaby “kwarantanna, kwarantanna – pokój, kuchnia, kibel, wanna”, to postawiłbym na którąś z pozostałych – choćby były zupełnie absurdalne. A jednak to pierwsze, co usłyszymy, włączając “Zarazę”.

Ręce mi opadły – nie miałem jak wyjąć słuchawek z uszu.

Jaką muzykę mógł skle(c)ić na autorskim albumie lider Kultu w 2020 roku? To proste: odklejoną. Tak wyobrażam sobie dzieło kapeli, która owszem, staż ma wieloletni, ale grała zaśniedziały zestaw przebojów i standardów – to na festynach, to na weselach –  by po latach uderzyć z czymś własnym. Ktoś w składzie udzielał się bowiem w osiedlowym domu kultury jako ni stand-uper, ni kabareciarz o zacięciu (zadęciu?) polityczno-socjologicznym, więc jego doświadczenie pisarskie, talent do wnikliwej obserwacji i satyryczną swadę (z)da się wykorzystać jako fundament twórczości. A na nim nadbudować konstrukcje ni to na modłę południową, ni orientalną, tu dorzucić piano rock z knajpy zamykanej o 22, tam blues, który głupio grać nawet o 4 nad ranem (w samotności), śmieciowy punk, hardy rock, folk podmiejski, szczyptę ironii jak piach w oczy. Do tego poetyckie ujęcie prozy życia niebieskiego ptaka, któremu w szarej rzeczywistości rządzonej przez Covid-19 zostaje rozwijanie skrzydeł na balkonie i serwisy ze streamingiem video. Plus nieutajony żal do utajonych osób, rzeczy i zjawisk, czyli kolejny minus, I nierozumna konieczność wciskania windy kluczem.

Dopisek do poprzedniego akapitu: kapeli, której muzycy przez lata działalności słuchali tylko muzyki poznanej wcześniej. I innych podobnych kapel.

Pandemiczna lista przebojów powstała już w marcu, co może nie było błędem ani zbytnim pośpiechem. Kazik zasługuje jednak na wzmiankę – jeśli nie w samym notowaniu, to w jego kontekście – co nie jest zbytnim wyróżnieniem, ale zbytecznym też nie. Z drugiej strony, jedną taką listę – z przyległościami – już swoim bólem rozłożył. Jako zagorzały fan jego twórczości (choć od dawna za główną zasługę Kazika uważam za to, że odkrył – dla siebie i dla świata – twórczość genialnego ojca, Stanisława) mogę mówić, że czuję smutek i zażenowanie, i że naprawdę nie wiem, co powiedzieć, Ledwo wymęczyłem całość. Wystarczającą wymowę ma ucięcie tekstu w tym punkcie. Niech będzie, że to lenistwo. Ale to taka sama przewina co nagrywanie takich rzeczy. Czy z lenistwa, czy z nudów – nie wiem. Ale nie dopiszę *niepotrzebne skreślić.

Mogło być gorzej. Ale mogłoby nie być, Tej płyty. Jedyną wartą uwagi “Zarazę” Kazik nagrał ćwierć wieku temu.


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz