Holaki – Niewidzialna droga do domu (2019)

Gdy słuchałem ostatnio singli zapowiadających nową płytę “Czarna Wołga” Popka (nagraną z MaroMaro), myślałem, że może to jest dobra droga dla tych wszystkich raperów, nieraperów, postraperów, raperów domorosłych, niedorosłych, jutubowych, bekowych, truskulowców, niuskulowców, bezskillowców i nawijaczy-akademików. Droga muzyki (nie mylić i nie kojarzyć dodatkowo z muzyką drogi!) mdłej, miałkiej, pełnej przezroczystych wersów i kołczingowych mądrości wyrażonych w formie okołośpiewanej. I proszę – Holak Mateusz, wraz z ojcem (Stanisławem) i bratem (Kubą) nią poszli. A dokąd prowadzi?

No ok, wiem, Kumka Olik – ktoś powie. Grali w niej obaj bracia. I grali w niej indie-/poprockowe piosenki. Nie chcę ich nikomu wypominać, wspominam dla porządku. Ale Holaki to projekt familijny, muzyka familijna, dla całej rodziny. Odpowiednia dla osób od lat trzech do stu trzech. Wprawdzie w notce prasowej czytamy, że “to płyta inspirowana ścieżkami dźwiękowymi kultowych seriali takich jak Twin Peaks, X Files czy Stranger Things”, a więc target wydaje się delikatnie nakreślony, ale mimo że mam pewien sentyment do pierwszych dwóch tytułów (i muzyki z tychże), to wspomnienie powyższych tytułów miałoby sens w kontekście nie inspiracji, a jakichś wspólnych wspomnień, nie bezpośrednich inspiracji. Chyba że doszukiwać się ich z nadmiarem dobrej woli i wyrozumiałości.

Jednak to, czy “Niewidzialna droga do domu” jest czymś inspirowana, czy nie jest, i czy słychać owe inspiracje, nie stanowi istoty. Może istoty problemu. Tym są – bez niespodzianki – teksty. Podanymi w tak przystępnej formie, że bardzo dużo wersów zostaje w głowie, chodzi po niej, nie daje spokoju. Wystarczy sprawdzić singiel, aby mieć pojęcie, że zostały napisane trochę bez pojęcia. Ale podejmują tematy istotne dla pewnego mikroświata, (ko)egzystowania w nim, ujmują kwestie relacji i dyplomacji, jednakże nie ujmując przy tym słuchacza/czytelnika. I na tym poziomie – niech będzie – literackim wpływy serialowe są już dostrzegalne (vide tytuły klamrowych utworów, “S00e00 (Pilot)” i “Koniec sezonu”, zresztą chyba najlepszych na płycie).

Nie wiem, czy Holaków sytuować bliżej Waglewskich (i czekać, aż pod swoje skrzydła weźmie ich taka Czwórka, a za dwa lata ruszy jakaś mutacja Męskiego Grania, nazwana np. Miękkie Granie), czy pozwolić sobie na żart lingwistyczny adekwatny do prób językowych sztuczek bohaterów recenzji (“założyłeś wiele zamków / się o milion, że nie jesteś taki” – no nie bądźcie tacy, nie bądźcie) i sytuować grupę bliżej kabaretu (bo ten, Nowaki), a może przy kolejnym podejściu pomyśleć, że słucham nowego Afrojaxa, który tym razem pozwolił sobie na więcej niż kiedykolwiek, nie pozwalając sobie właściwie na nic. Na pewno lepsze to niż tegoroczna płyta Mateusza, ostatnie Małe Miasta i jakaś tam Kumka Olik. Tylko nie wiem, czy chciałem poświęcić temu albumowi jakieś 2-3 godziny, które mu poświęciłem.

Ale jeśli potrzebujesz alternatywy dla alternatywy będącej alternatywą dla alternatywy (czyli nie chcesz słuchać Fisza, a o Wczasach nie chcesz słyszeć), a przy tym lubisz, jak Ci się coś wwierca w mózg, to spraw(dź) sobie tę płytę.

HOLAKI, Niewidzialna droga do domu, wyd. własne

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *