Hańba – Będą bić (2017)

Nie lubię w muzyce opiewania dawnych bohaterów. Nie lubię poezji śpiewanej. Nie lubię odwołań – jakkolwiek rozumianych – do tradycji. Nie lubię zaangażowania, które nie jest zaangażowaniem czysto muzycznym. Nie lubię kierowania się trendami i cynizmu. Z reguły nie lubię nawet wokali w folkowych utworach. Nie lubię tego wszystkiego z różnych powodów – czy to czysto ludzkich, czy też wynikających z osobliwych osobistych preferencji. Lubię Hańbę.

Przenieśmy się do przedednia wybuchu II wojny światowej. Pooddychajmy tamtym powietrzem, poczujmy, co się w nim unosiło. Albo nie. To stanie się samo, choć nie wyrwie nas z obecnej rzeczywistości. Zresztą to zespół wydaje się przeniesiony żywcem z lat 30. ubiegłego stulecia. I tak gra. Ale czy – jak zapytałaby młodzież – da się tego słuchać w 2017 roku? Ano, da się jak najbardziej. Wprawdzie można mówić, że grupa Lao Che zrobiła przy okazji “Powstania Warszawskiego” to samo (z sierpniem roku ’44), ale po pierwsze, to był tylko jednorazowy “wyskok”, po drugie, muzycy nie sięgali bezpośrednio do literackich źródeł, tj. do poezji tamtego czasu (a jeśli już, to po fragmenty wierszy, zmieszane z wtrętami Spiętego i słownymi “samplami” zewsząd, co czyniło album [po]nowoczesnym, niekoniecznie naturalnie stylizowanym, a sam nieznośny patos sprawia, że w moim odczuciu płyta po latach nieszczególnie się broni, w dodatku, o czym się przekonałem, jest łatwa do “przejęcia” przez jednostki o dość niebezpiecznych przekonaniach). Jednak Hańba idzie o krok dalej. Ba, żeby tylko o krok! Nie przywołuje ducha czasu międzywojnia – wskrzesza go. Wydaje się autentyczną podwórkową kapelą sprzed osiemdziesięciu lat. Wystarczy obejrzeć choćby pojedynczy klip zespołu (wróć! film muzyczny!), przeczytać jeden wywiad, posłuchać uważnie tekstów (wśród autorów Jurandot czy Tuwim), by przekonać się, że oddanie ówczesnego niepokoju jest… pełne. Użycie instrumentarium (banjo, akordeon, tuba), jakie mogło zostać użyte równie dobrze w ’37, nie czyni z Hańby osobliwej ciekawostki ani nie sprawia, że kapela jest mniej punkowa od tych wszystkich kapel ideologicznie – nieważne, w którą stronę – i ideowo zaangażowanych. Poza tym wspomniane wiersze, jakie tworzą warstwę literacką “Będą bić!”, dobrze przylegają także do obecnych czasów. Anachronizmów brak. Żywe słowo, żywa muzyka. Nie żadna grupa rekonstrukcyjna.

Podoba mi się sumienność i bezstronność. Trudno posądzić zespół o tendencyjność w doborze autorów czy tekstów, zarzucić jakiekolwiek “odchylenie”, granie na jakichś uczuciach czy zmyślną próbę ugrania czegokolwiek. Hańba po prostu… gra. Aż huczy! I jak nigdy nie byłem punkiem, a folk wolałem melancholijny, bliższy naturze niż odrapanym, brudnym podwórkom, tak teraz mogę zacząć rozważać, czy się aby nie nawrócić. Niespełna dwa lata temu, poznając z istotnym opóźnieniem “Gumę i gówno”, nie sądziłem, ze… wytrwają. Może nie zdołali mnie wtedy całkowicie przekonać, ale najważniejsze, że sami byli przekonani i pewni. Teraz również ja dostrzegam prawdę. A ono bez cienia wątpliwości jest najważniejsza.

HAŃBA, Będą bić, Antena Krzyku


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *