Hades – Combo (2019)

Dwa tysiące dziewiętnasty. Reaguję entuzjastycznie na poprawną (z plusem) płytę rapową.

Jako osoba spoza środowiska kojarzę, że Hades to ten gość z HiFi Bandy, który nagrał z Sokołem płytę z interpretacjami wierszy Różewicza (akceptowalną, w innym wypadku już bym postawił na reprezentacie WWA krzyżyk, bo Tadeusz Różewicz wielkim poetą był i się nie godzi). I może wyjątkowo nie będę się rozpisywał, by sformułować opinię, zanim rozmyje ją nieformalna forma.

Łukasz Bułat-Mironowicz – jak O.S.T.R., z którym do dziś nie wierzy, że nagrywał – mówi o tym, co tu i teraz (więc nie ma co strzelać – ogniem krytyki). Jest to takie mówienie problemowe, PRO8L3M-owe nawet (ale: obrazy zamiast scen, kadry zamiast ujęć, zmysł fotografa, nie filmowca), mówienie przez pryzmat przyszłości, przyszłości, która się dzieje. W końcu już żyjemy w ponowoczesności. A co może być – jeśli spojrzeć na sam język – po niej?

Język. Podoba mi się to, jak ważny i nieważny zarazem jest dla Hadesa. “Combo” to ładny język, złożony ze słów, które ładnie brzmią, choć jednocześnie nie ma tu słów, nie ma języka. Jest rytm, język rytmu, słowo-dla-rytmu (nie słowa do rymu czy słowa do rytmu). Na poziomie brzmieniowym (klimat: nokturnalny) jest to dosyć poetyckie, a sam brak większej głębi, kolejnych warstw znaczeniowych i pewna ubogość tematyczna wydają się wynikać nie z ograniczonych zainteresowań – niekoniecznie twórczych – autora, są świadomym zabiegiem redukcji poetyk. Efektem jest dość rzadkie wrażenie, że raper nie pokazuje pełni możliwości, a jednocześnie nie marnuje potencjału.

Hades ma nie tylko ucho, ale i flow. Potrafi rzucić parę świetnie skonstruowanych linijek, które brzmią miękko i gładko (“alkohole wchodzą gładko / narkotyki wchodzą miękko), a jego nawinięte przechwałki mogłyby przewinąć się jako motyw wierszy (“ja się staję się historią, a oni przeszłością”, “jestem ghostwriterem ghostwriterów / bohaterów bohaterów”). Wszystko, co konwencjonalne, to konwencja użyta w sposób literacki, nie jako maska i tarcza. Nawiązania popkulturowe (seriale, muzyka, filmy, gry) nie są wyszukane, ale są – znów! – ładne. Naturalnie brzmią, pasują, można oprzeć na nich cały utwór (“Super”).

Dużym plusem jest to, iż na płycie nie ma gości. Plusem nie tylko dlatego, że scena jest w takiej kondycji, w jakiej jest. Czy autor(ka) – dajmy na to – tomu poezji, który jako całość stanowi spójną opowieść, odtwarza wewnętrzny świat, zaprasza do niego innych piszących, by coś dorzucili, hasłowo nakreślając przy tym temat?

“Combo” nie jest dziełem epokowym, ale trzeba spojrzeć na nie jako powstałe w jakimś wyimku epoki. Nie twierdzę, że będę wracał do tej płyty za rok czy za miesiąc, ale jestem przekonany – a nie miałem jakichś oczekiwań – że warto ją sprawdzić. Choćby dlatego, że najlepsze płyty PRO8L3M-u nagrywają w 2019 roku inni (wcześniej Pork Pores Porkinson).


HADES, Combo, Asfalt

(skala ocen: 0.5-5.0)