Od Grechuty do Riedla, czyli 20 najgorszych polskich piosenek

Notkę na Facebooku (od)dałem do napisania – co czynię często – jednostce zdolniejszej, więc tutaj dwa zdania ode mnie. Jak patrzę na daty powstania ponad połowy z tych dwudziestu utworów, to myślę, iż jest to niemal (dwu)głos pokolenia (różnica wieku autorów: 30 dni, ale miesiąc urodzenia ten sam!). Jeśli chodzi o moje podejście do listy, której ułożenie nie było nawet moim pomysłem, to można je ująć tak:

Zero hipsterstwa. Zero śmieszkowania. Żadnych utworów, które można ironicznie lubić. Żadnych modnych gwiazdek, które już ledwo migoczą. Same klasyki. Samo zło.

Sentymentu również brak. Ale mogę wypowiadać się jedynie we własnym imieniu. I nie przedłużam. / K.

***

Andrzej Piaseczny – Śniadanie do łóżka (ze ścieżki dźwiękowej filmu „Śniadanie do łóżka”, 2016)
POSŁUCHAJ
Chcielibyście, żeby Andrzej Piaseczny wskoczył wam rano przez okno do łóżka? Ja nie, a tym właśnie straszy już na samym początku. Wolę nie wiedzieć co jest dalej, więc gdy tylko słyszę ten kawałek, staram się nie słuchać, bo jeszcze sobie to jakoś… zwizualizuję i co wtedy? Gdy czujesz się nieszczęśliwy, rozpruj poduszki. / N.

Gdyby nie ta piosenka, nie byłoby tego. Więc szanuję. / K.

Artur Gadowski – Ona jest ze snu (z płyty „Artur Gadowski”, 1998)
POSŁUCHAJ
Mógłbym przekopiować to, co [SPOILER] przy Różach Europy. Ale tutaj mamy Amerykę, my już są Amerykany, nasze Guns N’ Roses, nasz Axel. A weźcie… Polski rock to jednak zjawisko rakotwórcze. / K.

Bajm – Biała armia (z płyty „Biała armia”, 1990)
POSŁUCHAJ
Jeden z najgłupszych tekstów, jaki napisano w historii polskiej muzyki. Kto jest w stanie powiedzieć, o czym on jest? Jasne, że możemy się umówić, że autorka miała coś na myśli i nawet wie co, ale osoba postronna, młody przyjacielu, musi wysilić szare komórki, żeby w ogóle powiązać jedno zdanie z drugim. Jeśli nosisz spodnie, posłuchaj koniecznie. Nie wiem jak to się stało, że ten kawałek zyskał status przeboju… / N.

Budka Suflera – Jolka, Jolka pamiętasz (z kompilacji „1974-1984”, 1984)
POSŁUCHAJ
Nie mam pojęcia, co tworzy klimat tego kawałka. Przepita chrypka Felicjana Andrzejczaka (która może ma swój urok, bo jak się posłucha w innym wykonaniu, to jakoś tak… dziwnie bez niej)? Tłumaczę sobie, że to podróż sentymentalna (Toyotą), ale mimo wszystko trochę strach. Tę zakonnice mógł Dutkiewicz darować. Może na „Nocy komety” się… wystrzelał. / N.

Coma – Pierwsze wyjście z mroku (cała płyta)
Nie potrafię wybrać piosenki. Słyszałam na żywo w wieku lat 16, publiczność wołała „Kurwa grać, ile mamy stać/ Coma grać, ile mamy stać”. Piotr Rogucki solo trochę się poprawił, ale gorzej przecież być nie mogło, więc istniała dla niego tylko jedna droga (i to nie w dół, nie długa). / N.

Nie, nie poprawił się, no coś Ty…;( / K.

Czesław Niemen – Dziwny jest ten świat (z płyty „Dziwny jest ten świat”, 1967)
POSŁUCHAJ
Nie żeby od razu świat był dziwny od razu, bo ja to raczej za postępem, nawet jeśli sam nie nadążam, raczej „pro” niż „memoria” (czekam, aż oberwę za takie żarciki), ponoć nawet bym gender wprowadzał na tereny nieskalane, ale kraj dziwny na pewno, skoro się w nim wielbi takie rzeczy. „Pod Papugami” czy „Sen o Warszawie” też może być (tzn. nie ma mojej zgody na to), ale wolałem ujęcie bardziej, no wiecie, kosmopolityczne.

<włącza „Tomaszów” Ewy Demarczyk, żeby odreagować> / K.

Dżem – Sen o Wiktorii (z płyty „Detox”, 1991)
POSŁUCHAJ
Tekst jest taki, że chyba nie udało się to, co sugeruje tytuł płyty. Tak, tak, drugie, trzecie dno, wolność, komunizm, ćpanie. Panie, daj Pan spokój. To jest PO PROSTU KIEPSKA PIOSENKA. / N.

Wyrzucam chłopaków ze swojej listy. Żeby nie powielać. Zachowam tylko komentarz.

Nie jestem za słodkim, więc Dżemu nie mogło zabraknąć. Kawałek wybrać trudno, bo można z łatwością na ślepo, więc niech to będzie – jakże niepożądane przez artystów – wyróżnienie za całokształt twórczości. Symboliczne. I sugestia, by ten nasz rodzimy Mayhem jednak poniechał. Bez Ryśka to, no ten, nie to samo.

<nuci znaną i lubianą przez siebie melodię ze słowami „w moich żyłach płynie kompot, zamiast serca – szprycy tłok”>

Zgadzam się więc z wyborem Szanownej Współautorki. / K.

Grzegorz Turnau – Cichosza (z płyty „Pod światło”, 1993)
POSŁUCHAJ
Gdy spytałem – retorycznie – kolegę Bartłomieja, co może być gorszego od Piotra Bukartyka (METONIMIA!), odparł, że Grzegorz Turnau. Okazał się bystrzejszy. Po raz drugi przyznaję mu rację w tej kwestii. Z drugiej strony, czasem jest tak, że uczeń nigdy nie doścignie mistrza, a królem jest nie Coma, tylko pewien pan, o którym pięć notek niżej. / K.

happysad – Zanim pójdę (z płyty „Wszystko jedno”, 2004)
POSŁUCHAJ
Te chłopaki nawet zmężniały z czasem, a na pewno wyszły na ludzi, więc może niegrzecznie tak czepiać się tego, że nie wyszło kiedyś. Nawet jeśli nie wychodziło przez całe lata. I to nic, że za tym głosem – jakże zmanierowanym i cynicznym – poszły całe tabuny egzaltowanych nastolatek. Niech mają. Może im się należało. Może teraz również. Jeśli nie wiesz, czym jest miłość, to stąd się nie dowiesz. / K.

Ich Troje – Powiedz (z płyty „Ad. 4”, 2001)
POSŁUCHAJ
Podczas inspirującej rozmowy ze współautorką listy dowiedziałem się niejako, iż poziom tekstu ocenia się poprzez stopień jego jasności*. Jako że ona nie miałaby problemu ze zrozumieniem żadnej wypowiedzi, która sensowna jest, a co do siebie nie mam pewności, to kierując się tym kryterium, wskazuję „Powiedz”, ale na wszelki wypadek zastrzegam, że jednak coś mogło do mnie nie dotrzeć, czegoś nie dostrzegłem może, nie wiem. Tak czy owak, słuchać się tego nie da. Tak samo jak na początku wieku. Pewne rzeczy się widać nie zmieniają.

*Ponoć zmanipulowałem tę wypowiedź – raczej tylko uprościłem. / K.

KSU – Moje Bieszczady (z płyty „Moje Bieszczady”, 1993)
POSŁUCHAJ
Nie ma (ode mnie) Riedla, będzie Siczka. Niech zostanie to poczytane przez osobę, z którą się umęczyłem nad wpisem, za drobną uszczypliwość. Gdy słyszę ten utwór, to mam ochotę koledze, który mnie tym katuje – a nie jestem dostatecznie znieczulony na tako poezyje – wytłumaczyć, że wolałbym, by jednak włączył SDM. A że może się okazać raczej nieobliczalny, to mogę mocno chwycić najwyżej za szyjkę. / K.

Łzy – Opowiem wam jej historię (z płyty „W związku z samotnością”, 2000)
POSŁUCHAJ
To chyba była jeszcze podstawówka, moja koleżanka Ola dostała kasetę zespołu Łzy na urodziny. Te piosenki wydawały nam się wtedy takie głębokie! Pożyczyłam od niej też szacowny nośnik, wkładałam do walkmana (niektórzy mogą nie wiedzieć, co to jest, Krzysztof umieści obrazek poglądowy) i słuchałam przed snem, leżąc na rozkładanym fotelu, który służył mi wtedy za łóżko. No, to opowiedziałam wam jej historię – kasety. Na pewno jest ciekawsza i bardziej wiarygodna niż bohaterki tekstu. / N.

Proszę państwa, oto walkman. / K.

Majka Jeżowska – Margarita (z płyty „Kochaj czworonogi”, 1996)
POSŁUCHAJ

Pani Jeżowska ponoć jest osobą utalentowaną i inteligentną, mnie natomiast zawsze kojarzyła się z Dzidzią Piernik, przez swój koszmarny image. Jest w niej coś psychopatycznego i psychodelicznego. Romantyczna historia torreadora jest równie straszna. / N.

Marek Grechuta – Dni, których nie znamy (z płyty „Marek Grechuta & Anawa”, 1970)
POSŁUCHAJ
Prawdopodobnie nie słyszałem w polskiej piosence – już nawet uwzględniając wszelkie kurioza – gorszego tekstu. A inspirację i naukę czerpały z niego – niestety – całe zastępy „utalentowanych wrażliwców”. Może by to jeszcze jakoś uszło (uwadze?), gdyby zaśpiewał go ktoś, kto wyrasta ponad uładzoną i akademicką przeciętność, ale tego się – mam nadzieję! – nie dowiemy. / K.

Papa Dance – Galaktyczny zwiad (z płyty „Nasz ziemski Eden”, 1998)
POSŁUCHAJ
Chyba nie zwierzałam się z tego osobie, która uważa mnie za mocno niezrównoważoną… Jako dziecko zasypiałam przy tym utworze. Słuchałam go w kółko do znudzenia, podobnie zresztą całej płyty „Nasz ziemski Eden”. No, może to trochę tłumaczy, te „seanse” musiały odcisnąć na mojej psychice trwałe piętno. / N.

Jej, też chciałem Papa Dance, jak miło! I pozdrowić Porcys chciałem! / K.

Róże Europy – Jedwab (z płyty „Poganie! Kochaj i obrażaj”, 1992)
POSŁUCHAJ
Jeśli ta dziewucha nie zostawiła biednego poety po tym, jak był jej wyznał w ten jakże liryczny sposób swe płomienne uczucie, to ona chyba ani słowa po polsku. I gust raczej średni. Charakter tych wyznań waha się między niesmacznym a obrzydliwym, zaś ilustracja muzyczna jest równie barwna i urokliwa co postpeerelowskie blokowisko. / K.

Slums Attack – Głucha noc (z płyty „Na legalu?”, 2001)
POSŁUCHAJ
Pomińmy hiphopolo, bo to nurt, który świecił jasno, ale szybko zgasł, a młodsi czytelnicy mogą znać czołowych przedstawicieli tylko z opowieści. Wprawdzie na jednym z pobliskich bloków ktoś napisał „Liber płynie”, opatrując tę refleksję serduszkiem, a gdyby nie Mezo, może nie byłoby Kaczówki (Jurgena, pozdrowienia dla), ale skoro to muzyka ulicy, to poszukajmy tam. Odpuśćmy Green Grenade’owi, bo to biedne dziecko było (poza tym ghostwritera miało niezłego), dajmy też spokój „francuskiemu Cyganowi” z Opola (Lech Roch Pawlak), a także temu, którego porwała gorączka sopockiej nocy, i to nie kabaretowej (Popek). Zapomnijmy nawet o Igrek Er (nie, nie zapominajmy, no jak!). Zostawmy tych, którzy nawet jeśli płynęli z nurtem, to nigdy nie wpłynęli do nurtu głównego. Zostaje Peja, „Głucha noc”. I głucha cisza. Za taki strzał to nawet ewentualne puszczenie Rycha z torbami przez Stana Borysa byłoby karą nieprzystającą do przewiny. / K.

Stan Borys – Jaskółka uwięziona (z płyty „Szukam przyjaciela”, 1974)
POSŁUCHAJ
Śpiewana przez każdego amatora, który chce pokazać jaki ma „wygar”. Himalaje patosu. Stan Borys z nikim jakoś nie mógł się dogadać, odchodził z kolejnych zespołów z powodu „różnic artystycznych”, bo chciał wykonywać piosenki AMBITNE. No i wykonał: „jaskółka – czarny sztylet wydarty”… No wydzierania to tam trochę jest. I się, i serca. Koszmar.

„Dopisz do Stana Borysa, że to pierwotnie miało 17 zwrotek i całe szczęście, że wszystkich nie wykorzystano…” / N.

Universe – Wołanie przez ciszę (z płyty „The Best Of”, 1991)
POSŁUCHAJ
Kolejny koszmar z młodości, ale o wiele późniejszej, gdzieś koniec gimnazjum. W lokalnej knajpie (na obrzeżach miasta) stała szafa grająca, wrzucało się 2 zł i można było wybrać 5 utworów. Zgadnijcie jakie było to TOP 5 mojej nastoletniej koleżanki, której po raz pierwszy ktoś złamał serduszko. Oczywiście, W taką ciszę, W taką ciszę, W taką ciszę, W taką ciszę, W taką ciszę. Nie wiem, jak my tego słuchałyśmy na trzeźwo, wtedy jeszcze zaczynałyśmy i kończyłyśmy na Tymbarkach. / N.

Wilki – Baśka (z płyty „4”, 2002)
POSŁUCHAJ
Mignął mi p. Gawliński, jak opowiadał o powstawaniu tej lirycznej wyliczanki byłych, no ten, miłości. Otóż działo się to w okolicznościach romantycznych, z partnerką, wieczorem, przy winie. Było dużo śmiechu i jeszcze więcej skreśleń, bo wersy – i panie, które ostatecznie nie zostały unieśmiertelnione – trudno zliczyć. To zatem już dwa plusy, bo radzenie się ukochanej się chwali, szczególnie gdy owa ukochana jest mądrą redaktorką. Nazajutrz któryś z kolegów zwrócił rozentuzjazmowanemu Robertowi uwagę, że w tekście nie pojawia się jego aktualna wybranka. Ten więc pokajał się i dopisał, że „BYŁA OK”.

(kurtyna) / K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *