Grałem w grę (#1): Inside, One Finger Death Punch, What Remains of Edith Finch

Inside (Playdead) (2016)

Gra, którą nawet ktoś, kto lami jak ja, da radę ukończyć w cztery godziny, nie może być zła. Co więcej, za drugim podejściem (lub za pierwszym, jeśli nie jest się ową lamą) ten cinematic platformer okaże się w istocie filmowym, zamkniętym w formie – i czasie – interaktywnego seansu doświadczeniem. Finałowej, trwającej około kwadrans sekwencji nie sposób zapomnieć, a sama rozgrywka jest płynniejsza niż w poprzedniej grze studia, Limbo. Choć mimo osadzenia akcji (celowo nie piszę „fabuły”) w dystopijnej rzeczywistości (są fragmenty dające po łbie) sama rozgrywka nie jest już głęboko depresyjnym, wycieńczającym przeżyciem. Niemniej, warto sprawdzić. Dla finału. Choćby na Youtubie.

One Finger Death Punch (Silver Dollar Games) (2014)

Tytuł jest wprawdzie mylący, bo przystaje do wersji mobilnej gry (trudno klikać naprzemiennie obu przycisków myszy jednym palcem), ale sama gra, jeśli ktoś szuka rozrywki na kilku(nasto) minutowe sesje, które nie są wcale takie odmóżdżające, bo mózg musi wyliczać i dzielić kliknięcia (nadprogramowe są zazwyczaj karane), za pomocą których rozprawiamy się z nadciągającymi z obu stron przeciwnikami. Jest system skilli, twórcy mają zaskakująco dużo pomysłów ( np. etapy czasowe, walki z bossami), a samych poziomów są setki. Do tego trochę mijający się z celem tryb przetrwania i ponad półtorej setki steamowych osiągnięć. Jak się uprzeć, rozgrywki starczy na pół roku.

What Remains of Edith Finch (Giant Sparrow) (2017)

Tytułowa bohaterka wraca do domu, by poznać (oswoić w sobie?) historię członków swojej rodziny. Poznajemy ją w przypadku każdej kolejnej osoby w innej formie, będącej samą w sobie swoistą minigrą, a podczas przemieszczania się pomiędzy owymi rozdziałami (pomieszczeniami posiadłości) narrację snuje sama Edith Finch. Jeśli Inside porównać do filmu, to tutaj możemy mówić o książce. Książeczce. Bardzo urokliwej, delikatnie smutnej, z pięknymi ilustracjami, którą pochłania się za jednym podejściem i wprawdzie odkłada na półkę. Wrócić pewnie się nie wróci, ale wrażenie było jak najlepsze. Mimo problemów technicznych (u mnie animacja potrafiła spaść do stabilnych 5-6 klatek animacji w sekwencji „rybnej”).

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *