Furtek – Gorzej (2019)

I
o Słabych słowach wypowiadałem się ciepło
chociaż zdawkowo

zaś od tamtej pory niewiele się zmieniło
prócz przeglądarki

II
mikrofon przypomina x99 i czemuś służy
szczęście: nie idiotom

tak jak złe rady dobrych i bezsilnych
ludzi którzy odchodzą

od zmysłów a potem
od skóry w końcu
końców

III
wracają natręctwa demony – trwają w
niepewności by wyrwać

to czego jeszcze nie wyniesiono z
ołtarzy gdzie składasz

się w pół po urwanym
zdaniu tak płytkim
jak twój oddech

IV
pod ręką brak pomocnej dłoni
więc staje się lekka
kiedy ją podniesiesz na siebie

V
słyszę echa skeleton tree rzucone
słowa kości na nic na wiatr
by wypaliły (się) zgasły

VI
pomyślałem o Świetlickim chwilę
przed wymówienie jego nazwiska
że Furtek nim nie będzie – dobrze

czasem uda się wywołać
zbladłe duchy skojarzeń

z prześwietlonych klisz
pamięci i zapomnienia

VII
raczej niewiele się wyjaśnia
prędzej blizny niż ciemność
zwalnia wolno zagęszcza się

czas który przeminął
by powrócić z czasem

który nie nadejdzie
gdy minie wszystko

VIII
wymiany zdań jak wymiany ognia
słuchawka przy skroni

zostaje milczenie gdy nie ma nic
od oddania

***

Przepraszam. Powyższy fragment wynika z potrzeby złapania oddechu podczas pierwszego kontaktu z płytą, który był dla mnie wyraźnie niekomfortowy, ciężki. Szukałem co rusz punktów zaczepienia w tej mglistej materii muzycznej, ale jest ona pozbawiona szkieletu, pulsu i ciepła, a same słowa są już nie słabe, a smoliste. Naprawdę to trochę tak, jakby Marcin Świetlicki próbował nagrać ostatnią płytę Nicka Cave’a, dając gdzieniegdzie wyraz sympatii do wczesnego Cool Kids of Death. Od “Gorzej” naprawdę robi się… no… gorzej. Tutaj nie ma czym się zachwycić, czego kontemplować czy zanucić. Owszem, można czymś się zachwycić (choćby subtelnymi nawiązaniami, jak to do “Dlaczego” Kur w utworze “Konstantynopolitańczykiewiczówna”), ale stwierdzenie, że takie zabiegi lepiej bronią się na papierze, wyjątkowo nie byłoby podszyte ironią. Takie teksty po prostu muszą się marnować w innej formie, no nie ma siły. Nie chcę przez to powiedzieć, że ktoś tu rozmija się z powołaniem. Raczej (że) musi ulegać formie. A czy dzięki temu można poczuć się lepiej? Nie wiem. I wcale nie sugeruję, iż na muzycznym polu, które jest polem bitwy, Furtek polega sromotnie. Prawda, polega głównie na orężu w postaci pióra, będącego zresztą mieczem obosiecznym (znów: nie jest to zawoalowana złośliwość), ale jako kompozytor i nie tyle wokalista, bo nie ma mowy o jakichś próbach śpiewu, ile ktoś, kto sprzedaje siebie własnym głosem, broni się sprawnie i bez wysiłku. Przy pojedynczych utworach miał wsparcia Adama Kempy, Kordiana Trudnego i Afrojaxa (który zalicza wspa-nia-ły występ), no a jeśli chodzi o wsparcie… we wszystkim innym… Cóż, nie trzeba się specjalnie zagłębiać w biografię autora ani czytać z wnikliwością i znawstwem jego tekstów, by wiedzieć, o czym jest ten album. I że nie jest to album, o raju, koncepcyjny.

Naprawdę mam nadzieję, że jego tytuł nie stanowi odpowiedzi na pytanie, które ktoś zadał mi chwilę przed tym, jak zasiadłem do pisania (brzmi ono “jak się czujesz?”). Choć niewątpliwie, gdybym miał brać po uwagę ów (między)czas, to mógłbym odpowiedzieć (czego jeszcze nie zrobiłem), że gorzej.

I lepszego komplementu już chyba nie wymyślę.

Posłuchać można tutaj.


FURTEK, Gorzej, Trzy Szóstki

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *