Fisz Emade Tworzywo – Radar (2019)

Fisz zawsze wydawał się nieco odklejony od reszty sceny. Robił swoje, a co zrobił, to jego. Zachowywał przy tym naturalność. Miałem koleżankę, która w czasach, kiedy przymierzałem się do pisania o jakiejkolwiek muzyce, uważała Bartosza Waglewskiego za… No nie wiem kogo, ale lubiła go strasznie, najbardziej. Nie pomnę, czy to za jej sprawą, czy może jeszcze wcześniej, sam, próbowałem się do tych dźwięków przekonywać. Dziś uważam, że ostateczną – i doskonałą – formą Fisza-rapera jest… Tymon. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi. Ale Fisza-nierapera – niezmiennie z bratem-producentem – z ciekawością posłucham.

Istnieją redakcje, w których uważa się pewnie duet Fisz Emade Tworzywo za jednego z najciekawszym przedstawicieli młodej polskiej alternatywy. Ale czy jest to równie odklejony od prawdy osąd jak [patrz pierwsze zdanie]? Jasne, że “Rader” jest skrojony pod radiowe playlisty, do rotacji między Nosowską i Podsiadłę, ale do kogo i co mieć pretensje z tego tytułu? O ile naturalniej i lepiej Fisz brzmi od swoich kolegów rówieśników, o których płytach było ostatnio głośno, nawet nie trzeba wspominać. Może rymy składa nie tak efektown(i)e (ponoć bardzo ważne, by rymy były wielokrotne, a jeśli nie są, to pewne zestawienia skreślają zawodnika i jego nagrywki od razu – tak powiadał Tede, przywołany zresztą nieśmiało, choć pewności nie mam, w “Swetrze”) jak oni, może jego próby mówienia o świecie językiem osób o dwie dekady młodszych są nieszczególnie fortunne, ale łatwiej mi je zrozumieć, docenić. Podzielić pewną niemożność jego zrozumienia i postawę pełną… zrozumienia. Wobec tego stanu. Wobec świata. Nastawienia, w którym nikt nie jest wrogiem, nie ma żadnych “nas” i “ich”. Zostaje otwartość, mimo niepokoju i obaw, i serce na dłoni. Nawet jeśli ta drży.

Słucham tej płyty, słucham z błogą i nieśmiałą przyjemnością, i myślę, że nie da się o niej wiele powiedzieć. Nie ma powodu, by rozbijać go na czynniki pierwsze. Nie ma również by doszukiwać się w nim bóg wie czego. To zestaw ładnych indiepopowych piosenek opartych na elekronicznych podkładach, pełnych dojrzałego dobra i mądrości. Takiej nienachalnej, pozbawionej moralizatorstwa i dydaktyzmu. Można tez powiedzieć – jeśli ktoś chciałby być złośliwy – że mdłych i o niczym. Ale kiedy odrzucić – bo czemu trwać przy nim? – dawne powiązania z rapem (takie rzeczy to wśród metalowej braci, bo to takie środowiska pamiętają o zespołach, które miały cokolwiek wspólnego z niszą dwie dekady wcześniej, jakby nie zwracając uwagi, że te istnieją już w zupełnie innych galaktykach, vide Ulver czy Manes), a skupić się na porównaniu ze sceną “trójkową”, to panowie nie będą mieć się czego wstydzić. Mnie “Radar” pasuje o wiele lepiej niż, dajmy na to “Basta”, “Małomiasteczkowy” czy “Wiedza o społeczeństwie”.

Napisałem choć jedno zdanie o płycie? Nie mam pewności. Warto po nią sięgnąć, naprawdę. Bo Fisz wydaje się fajnym gościem. Nie jakimś natchnionym poetą czy wspaniałym wokalistą, ale po prostu normalnym, równym gościem. Wiem, że nie chwali się muzyki za to, że nagrali ją porządni ludzie, da się nawet posłyszeć głosy, że by nagrywać rzeczy wielkie, trzeba mieć nierówno pod kopułą, ale by stworzyć album, który nie ocieka agresją, nie lepi się od brudu i nie atakuje wszystkim, co negatywne, to jest wystarczające. I niezbędne. Jako słowno-muzyczny produkt naszych czasów, w zestawieniu z tym, co się dzieje w muzyce, oceniłbym “Radar” na trójkę. Ale za to, jak sam potrzebowałem podobnej muzyki, i takich emocji, dodaję pół punktu.


FISZ EMADE TWORZYWO, Radar, Grand Imperial / Dwa Ognie

(skala ocen: 0.5-5.0)

One Comment

  1. Paweł Ciecierski Marzec 9, 2019

    Dla mnie 6 z +

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *