Fantomowa Erekcja – Z Nietzsche na betonie (2017)

Fantomowa Erekcja. Nie jest to nazwa osobliwej jednostki chorobowej. A może jest? Trudno bowiem powiedzieć, czym jest. Ale możemy sprawdzić “Z Nietzsche na betonie” i jakkolwiek spróbować się rozeznać w temacie.

Po “Śmierci i innych zjawiskach pogodowych” można było podejrzewać, że to, co właściwie nie miało prawa się udać już wtedy, na pewno nie uda się po raz kolejny. Limit farta wyczerpał się na przestrzeni pięciu tracków i tyle. Można było, gdyby się nad tym zastanawiać. Hołd dla wszystkich klasyków, które nie mogły szerzej zaistnieć, bo w tamtych czasach nie było Facebooka i jego wirusowych zasięgów, a to, co działo się na Youtubie, nie nastręczało trudności w rozumieniu. “Nawąchawszy”. “Pansofia”. Bardziej rozproszona twórczość dwóch wielkich Mistrzów Ceremonii, Błażeja i Terminatora. Ta sama nonszalancja. Ten sam dar do wersów, które równie celnie uderzają w słuchacza co w ich autorów. Mieliśmy już emo rap – teraz mamy miksturę emo i rapu. Mieliśmy mistrza dissów (“Żurom, elo, zabiję cię”) i gangsterki (“ze spożywczaka zawinąłem kilo krówek / FBI posadziło mnie do poprawczaka na półdupek”), mieliśmy mistrza bragga (“B-Ł-A-Ż-E-J – spell it”) i coachingu (“może z czasem dasz się namówić na wizytę w klubie fitness / ale nic nie osiągniesz, jak w ch… przytniesz”) – teraz mamy to samo, ale w negatywie. Jest ich trzech (Młody π, Tej-Z, Esperal), w każdym z nich – jak się zdaje – jedna krew. Może nawet wspólnie ją sobie upuszczają. Ale napsuć jej innym nie napsują. Ale mogą dotknąć. Weteranów to nawet tak, by poczuli przyjemność. Choćby tych forumowych, bo i panowie są ze Ślizgu. Nie będę wyłapywał follow-upów, punchów i czego tam jeszcze.

Powyliczam ścieżki, żeby zrobić wszystko na odwrót. Zaczyna się od swoistej powtórki – nie wierzę, że używam tego słowa, ale takie prawo frazeologizmów – z rozrywki. Od razu widzę, że określenia użyte do opisu materiału na RYM-ie (LGBT, sad, suicide) są jednocześnie niepoważne i nie podważenia. “A L P H A” to bez wątpienia jeden z najmocniejszych ciosów w tym roku. Zaczyna się od trzęsienia ziemi, a każda kolejna zwrotka okazuje się lepsza od poprzedniej. Spokenwordowe cudo, kryjące się pod numerem ósmym (prawie jak “Delirium tremens” Kata), z wersami w rodzaju “najlepsza decyzja w moim życiu to zakup mikrofonu – tylko dzięki temu ktokolwiek ze mną rozmawia; nagrywam swój głos i potem mu odpowiadam”, wraz z późniejszym jednoczesnym zaoraniem samego siebie i pewnego posła Ruchu Narodowego to taka dawka geniuszu, że za pierwszym razem musiałem często pauzować, by móc się jakoś… pogodzić z tym, co właśnie usłyszałem. “Na Facebooku jest bardzo samotnie” przypomina mi oddający dobrze pewien stan rozproszenia wiersz (“Obiecałem, że się nie zakocham” Michała Kozłowskiego) i ogólnie słuchając, czuję się tak, jakbym scrollował w nieskończoność posty na wallu w tamtym portalu. Koniec znów jest (tym, co słyszeli epkę) bliski.

Nie spodziewałem się tego materiału. Na nic nie liczyłem i nie czuję się rozczarowany. Jestem ciekaw kolejnego kroku. Jeśli panom się będzie chciało nie chcieć i nie będzie chciało żyć. Świata nie zbawią, samych siebie może też nie uratują, ale bez nich… Nie, właściwie to bez różnicy. “Z Nietzsche na betonie” (btw, kapitalna okładka, znowu!), głównie dzięki różnorodności i niewypaleniu, to rzecz jeszcze lepsza od udanej “Śmierci i innych zjawisk pogodowych”. Nie dla każdego, prawda. Dobrze, że w 2017 nadal tak można.

FANTOMOWA EREKCJA, Z Nietzsche na betonie, wyd. własne


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *