Ēirikura – Reflection of a higher realm (2017)

Mamy środek jesieni. Nie wyliczam wprawdzie do końca precyzyjnie, bowiem wówczas wyszłoby, że tenże już za nami, ale też nie chodzi mi o konkretny dzień, tylko pewien okres. Wprawdzie “Reflection of a Higher Realm” jest konceptem dotyczącym sił natury, przede wszystkim kreacyjnych, ale zawsze dobrze się no owo rodzenie przygotować. Dlatego myślę, że to dobry czas, by zainteresować się tą płytą.

Przytoczę zdanie z notki prasowej. “Projekt Ēirikura tworzą muzycy Sunset Wings, Romowe Rikoito, Āustras Lāiwan i ich przyjaciele z Prus oraz irlandzka poetka Johanna Doyle”. Żaden ze mnie entuzjasta neofolku, i to delikatnie rzecz ujmując, a już tym bardziej nie jestem rusofilem (mam odchył, i to wyraźny, w drugą stronę), jednakże nazwa drugiego z wymienionych zespołów robi na mnie wrażenie. Oczywiście to sprawdzi się jako wabik, ale szybko może wyjść, że nici z tych powiązań, i że lepiej byłoby włączyć sobie “Narcissism” lub “L’automne éternel”, zamiast słuchać tego, co nowe i nieznane.

Na szczęście nie odczuwa się podobnej potrzeby. Już przy drugim na liście “Wassara” można poczuć się jak w domu, bo to wszystko takie znajome i kojące. Ēirikura w tym świetle jawi się jako takie Romowe Rikoito dla tych, którzy niekoniecznie życzą sobie zostać przytłoczeni ciężarem dojmującego smutku, to niejako pewien negatyw tego, co tworzył tamten zespół. Zresztą jego utwór (“Rāmawas Wartā”) również tu znajdziemy. Niewykluczone, że to mój ulubiony tutaj, co nie świadczy źle o płycie. Najprościej powiedzieć, że właśnie takie wibracje i nastroje są mi szczególnie bliskie.

Chcę się poczepiać. W końcu to neofolk. Ale choć nikt nie wytrąca mi z rąk argumentów, to jednak użycie któregoś z nich wydaje mi się… bezzasadne. Bo ewentualne wady łatwo uznać za zalety, nie wykazując przy tym żadnej dobrotliwej przewrotności. Co z tego, że angielski taki sobie (pruski i irlandzki to inna sprawa, tutaj nie wiem), co z tego, że takie sobie wydają się również teksty, że w standardowym duecie wokalnym pan i pani brak istotnych talentów, skoro nawet nie tyle tworzy to taki swoisty folklor, ile zwyczajnie nie przeszkadza. Zresztą gdyby roztrząsać takie aspekty, zupełnie na siłę, to wyszłoby, że mało kto jest się w stanie skutecznie obronić.

A Ēirikura z “Reflection of a Higher Realm” broni się (nad)spodziewanie dobrze. Melancholią, nienachalnością melodii, całkiem pokaźną paletą barw i nastrojów. I czymś trudnym do uchwycenia. Robi to tak dobrze, że nawet jako osoba, której wokale we wszelkich odmianach muzyki folkowej tylko wadzą (już nie mówiąc o treściach, jakie są za pośrednictwem tekstów głoszone), muszę pokiwać głową z aprobatą i uznaniem. Wydaje mi się wręcz, że jeszcze do mnie do końca nie dotarło, jak dobra to płyta. Toteż powroty wydają się nieodzowne, a wręcz konieczne. Polecam szczególnie osobom, które uważają, że to nie jest muzyka dla nich. Mogą być później – cytując klasyka – miło rozczarowane.


ĒIRIKURA, Reflection of a higher realm, Wrotycz


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *