Dobre darmowe płyty (październik 2017)

Furtek – Słabe słowa (Trzy Szóstki)

POBIERZ

Musiałem widzieć okładkę. Tytuł. Tracklistę może. – Hah, rapsy jakieś – przyszło mi na myśl. Z pewnością. Zamknąłem zakładkę w Firefoksie.
***
Widocznie nie myliłem, stwierdzając, naturalnie poniewczasie, że nie istnieją powroty – są tylko remisje. W końcu jestem. Tu. Błądzić – powiadają – jest rzeczą ludzką, zatem nawet przybrałem na masie człowieczej. A wydawało mi się, że nawet ludzki szkielet już się we mnie rozsypał.
***
I to nie poezja – po prostu dziewczyna mnie nagle porzuciła. A ze mnie to żaden muzyk – nie gram na niczym, ale korzystam skwapliwie ze swoich nieudolności.
(Furtek o “Słabych słowach”)
***
Zwykłem czerpać z wyczerpania. Nieufność to coś, czemu można się zawierzyć. Próbuję pisać, choć ile mogę znać słów, ze sto? Och, narcyzm. Ze słuchaniem, nawet jeśli by wziąć pod uwagę naturalne predyspozycje (brak osobowości, fałszywa skromność, zamknięcie etc.), też jest tak, że się próbuje. Szczególnie gdy trudno skupić uwagę na czymkolwiek dłużej niż kilkanaście minut. Takie osobliwe ADHD. No i jak się tam zmagam, staram przezwyciężać, to nawet zostaję (wy)nagrodzony, bo przy Wzgórzu Gedymina i Hotelu Sudety uśmiechnąłem się. Byłbym się zaśmiał, gdyby nie wrodzona niezdolność ekspresji. #lokalnypatriotyzm
***
To bardziej spokenwordowe odjazdy niż songwriterskie historie. Mierzi mnie to, co słyszę, drapie, wywołuje dyskomfort, sprzeciw, prawie-że-niechęć. Nie wiem. Pokazałem komuś fragmenty pewnego tekstu. Ponoć to pewne, że napisała go kobieta. Widać przeżywam kryzys tożsamości (płciowej). Tutaj przeżycie jest inne. Ale kurczę – jest! Ta szorstka, żarząca się żalem – mimo czasem miękkich i gładkich muzycznych faktur – hermetyczność może jest pułapką, która zamyka się, zanim w nią wpadnę, ale w końcu to ktoś inny znalazł się w potrzasku. I może czuję się tylko nieco oszukany. Bo nawet jeśli to nie poezja, a z Furtka żaden muzyk, to prawda leży – na szczęście! – gdzie indziej.

Kachlik / Klimek / Turowski – Tymczasem (Biedota)

POBIERZ

No i pojąłem, dlaczego od lat mam powyłączane powiadomienia o aktywności znajomych na Facebooku, co podczas prób kontaktu może w skrajnych (oho!) przypadkach prowadzić do przykrych nieporozumień. No i ci, którzy nie wiedzą, wcale nie są szczęśliwsi. Nie tylko dlatego.
***
Czytałem wywiad z pewnym zaburzonym muzykiem, w którym ów wspominał, iż ludzie nie rozumieją, że może czasem nie chcieć odbierać telefonu, by nie rozpętać piekła. Cóż. Niejedną kartę sim połamałem, gdy nie mogłem już odrzucać kilkudziesięciu połączeń o drugiej w nocy.
***
Zawsze interesowały mnie jednostki. Nie wiem, czy z wzajemnością. Może do pewnego stopnia. Etapu. Czasu. Fakt, ludzie miewają perwersyjną naturę i znajdują upodobanie w sprawianiu sobie bólu zapośredniczonego w innych ludziach. Zawsze chętnie niosę pomoc; niechęć.
***
Właściwie miałem ochotę to wyłączyć. I spokój. Jakże błogi w swej pozorności. Nie zwykłem spełniać własnych zachcianek. Straciłem umiejętność robienia tego, co mogłoby pomóc. Jakbym samemu sobie nie ufał i nie wierzył tak samo jak wszystkim innym, co wierzą i ufają.
***
Życie nie jest literaturą. Z drugiej strony, nie jest niczym więcej. Niczym innym. Ludzie to narracje, czasami historie. Dobrze, gdy są osobne. Wtedy warto je spisać. Na straty. W końcu sami je przekreślą. “Tymczasem” to “lirycznie” rzecz niezwykle wręcz frapująca.
***
Wszak najbardziej podobają nam się te melodie, które już znamy, czyż nie?

poj.wlkp – Do zorzy (Underpolen)

POBIERZ

Podejrzewam, ze gdybym miał słuch, smak, wrażliwość i umiał komponować cokolwiek poza pewnymi strukturami słownymi o chwiejnych fundamentach, to obudzony w środku nocy po dobrym dniu, mógłbym ułożyć właśnie takie melodie. Właściwie każdy by mógł. A ich wartość i znaczenie polega na tym, że wcale nie! Że nie moglibyśmy. Poza tym mam bardzo rzadkie poczucie graniczące z przekonaniem, że Jan Strach, pisząc teksty do muzyki (wydaje się, że nie odwrotnie, chyba że “zakłada” ją odpowiednio wcześniej), musi się w pewnym sensie powściągać. W rezultacie powstaje coś, co jednocześnie eteryczne i osadzone głęboko w pewnym uniwersalnym przeżyciu i doświadczeniu, intymne i uniwersalne, egotyczne i empatyczne, oniryczne i rzeczywiste, subtelne i poruszające. To niespełna pół godziny muzyki. Stworzonej przez osobę, która jest na tym polu bardzo płodna i produktywna. A jednak – to kolejny “paradoks” – łatwo pojąć, że ta płyta musiała powstawać, o czym wspomniał sam autor, przez cztery lata.


(skala ocen: 0.5-5)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *