Do słuchania na kolanie

Dwa słowa wyjaśnienia. Nie wiedząc, jak podejść do tematu epki (tradycyjna forma recenzji wydała mi się nieprzystająca), głowiłem się dłuższą chwilę. Po tym, jak ktoś słusznie zwrócił mi uwagę, że pierwotnego tekstu, będącego bezładnym słowotokiem, nikt nie zrozumie, pozwoliłem sobie na żart innego rodzaju. Stanowi on nawiązanie do momentu rozbawienia, jakie wywołałem niegdyś u tej osoby refleksją, że trochę bym poskreślał na “Nowej Aleksandrii” Siekiery. No i naszła mnie myśl, że mógłbym się pokusić o podobne “przeredagowanie” tekstów teraz. W myśl przekonania, w którym pozostaję trochę odosobniony, że pisanie polega właśnie na skreślaniu.

I tak też zrobiłem.

Nie ma tu ani jednego słowa ode mnie. Jakiekolwiek ingerencje, choć to i tak za duże słowo, zostały oznaczone w tekście, po czym opatrzyłem je komentarzem. Nie jestem żadnym poetą, ale w takim wariancie te wersy wydają mi się bardziej esencjonalne.

Powstałe “wiersze” wzięły tytuły od tytułów utworów, na bazie których powstały.

A jeśli chodzi o recenzję “Flagey EP” Taco Hemingwaya, to materiał nie zawodzi, oj nie…

Bakayoko

I
to miasto
jak Rick Ross
w weekendy

II
byłem
widziałem
amen

 

Pokédex

I
pisarz
śpiewał
po osiemnastym

II
Profesor Oak
także

III
nazywam to zemstą

 

Anja

I
rap-gra*
nie świeci
nie nie nie

II
gra muzyka
albo stypa
dzieje się

III
dziewczyny
mam nadzieje
chcą**

 

Czarna kawa czeka

I
nie lubię
mnie
zniknąłem

II
patrz mi w oczy
nie udawaj Greka

 

Italodisco

I
nie ma o czym

II
to jest
dla ludzi

III
to miasto
jak wszyscy

IV
nie ma o czym

* Zdecydowałem się na taki zapis, by było wieloznacznie.
** Pozwoliłem sobie na małą inwersję, bo choć oryginalnie “dziewczyny chcą”, tak po prostu,, to pojawiające się później “mam nadzieję” pasuje jako wtrącenie.


TACO HEMINGWAY, Flagey EP, wyd. własne


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *