To, co pozostaje (w sercu)

Muzyka powinna być smutna. No a przynajmniej nie zaszkodzi, gdy będzie. Na poziomie estetyki, nie… egzekucji. D A V I C I I nie ma problemu z tym, by z głową skrócić o głowę, więc jaki można mieć problem z nim?

Ideałem jest stylistyka, którą umownie i na potrzeby własne – choćby przy katalogowaniu utworów – nazwałem doom popem, co przynajmniej jedna osoba, którą raczyłem swym wyborem, przyjęła za określenie adekwatne, a same wyselekcjonowane dzieła – za wartościowe. Chodzi niedysonansowy mariaż bezpretensjonalnej przebojowości, sprawiającej, że nogi same rwą się do tańca, z tekstem (czy choćby z aurą), która ścina z nóg, gdy tylko postanowimy ruszyć na parkiet.

To, że “W sercu pozostaje tylko to, co wypalone ogniem” nie jest pustym hasłem, stargetowanym na wrażliwe nastolatki (choć możliwie najszerszy odbiór tej epki nikomu by nie zaszkodził), tylko pewną jeśli nawet nie prawdą, to tezą, której prawdziwość zostaje dowiedziona za pomocą siedmiu argumentów-dogmatów, czyniących tamto założenie niepolemicznych. Można tylko się zastanawiać, jaki to ogień, bo nastrój bywa taki, iż można pomyśleć, że wymieniony w tytule organ służył komuś za popielniczkę, a to, co w nim wypalono, wypalono gaszonymi kiepami.

Ta niesubtelna uwaga nie ma być krytyczna. Proponuję prosty test, polegający na sprawdzeniu nagrań… w terenie, na “mobilnym” sprzęcie. Jeżeli po piętnastu sekundach “Postradanych zmysłów” nie poczujesz duszącego smutku, że oto głośnik gra za cicho, i że już się nie da głośniej, to nie potrafię pomóc. A to uczucie będzie powracać. Najmocniej nasili się przy znanym już wcześniej, niedającym się żadnym sposobem – i bardzo dobrze! – wyrzucić z pamięci “Czasie przez pryzmat”.

W porównaniu z “Wiosenną ofensywą…” drugiego z Panów, Adonisa, “W sercu…” jest materiałem bardziej… dosłownym. Choć nie mniej rozpoetyzowanym, żywym w senności. Dosłownym w takim znaczeniu, że do większej liczby słów można się dodrapać, co może okazać się dodatkowo bolesne. Oczywiście pewne frazy trzeba sobie dopowiedzieć, a tytuły odgrywają istotną rolę, ale takie “Samotne noce” chociażby, zasadniczo zamykające się w bezpośrednim “nie myśl o mnie źle / to były tylko samotne noce”, raczej się z nikim nie obchodzą delikatnie. Złudzeń ostatecznie pozbawia finałowe, zrezygnowane i – zgodnie z tytułem epki – wypalone “To wszystko umrze”. I trzeba włączyć jeszcze raz. I jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze.

Był taki jeden Dawid, co wygrał z Goliatem. Jeśli teraz tym Wielkim (i) Złym jest polski pop, to starcie kończy się podobnie. Pytanie, jak wiele osób pozna jego wynik. Bo gdybologia wydawcy, co ten materiał mógłby, gdyby ukazał się w czasie, gdy zarówno on, jak i ja uczyliśmy się czytać i pisać (co dopiero słuchać muzyki!), może się okazać nieco krzywdzące. Bo o ewentualny brak zamieszenia najmniej winiłbym autora. Wspaniała rzecz. Ale u bukmachera kurs na to byłby pewnie ok. 1.1-1.2, więc żadne zaskoczenie.

Posłuchać można tutaj.

D A V I C I I, W sercu pozostaje tylko to, co wypalone ogniem, Trzy Szóstki


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *