Darkthrone – Old Star (2019)

Nie będę pisał dużo i długo, mój głos jest cichy i słaby. Nie ułożę wstępu, nie zamknę wywodu logiczną i zgrabną puentą, w których podobno jestem świetny, szczególnie gdy przychodzi mi kogoś zgasić. Ale tutaj – wzdycham – wszystko spłonęło. Kult jest ciekawostką, dla wielu bajką o żelaznym wilku, mimo że ten duet otworzył przecież dekadę najlepszą płytą metalową, jaka się w niej pojawiła (“Circle the Wagons”*, 2010), a zamyka ją tak, jakby była ostatnim gwóździem do trumny. Znam osoby, które patrzą na Darkthrone może nie jak na trupa, ale na pewno jak na trupę. Taki cyrk, nawet nie obwoźny, bo Fenriz klubowe turnee zalicza najwyżej po pracy, i może chodzi w najlepszym (?!) wypadku o puby karaoke, w której to też – choć rzecz jest chyba nieaktualna – może najwyżej zawitać z nową muzyką, jeśli akurat mieszka się w jego stronach i zamówiło się “Old Star” w preorderze. Już o “Arctic Thunder” – pamiętam – pisałem, że weterani zmienili się w kombatantów, a nowa płyta brzmi jak formalny wniosek o przyznanie świadczeń z tego tytułu. Jeśli vintage black/doom brzmi jak rozmemłane, po czym wyplute i znów rozmemłane, i znów wyplute heavy, to deklaruję się niniejszym jako apologeta nowych form treści i treści w gatunku. Brzmi to jak double album, choć trwa niespełna czterdzieści minut. Sześć ciągnących się jak flaki z olejem utworów (z zastrzeżeniem, że to flaki sojowe i olej rzepakowy), nieskończony popis braku kreatywności, autokrytyki i elementarnej przyzwoitości. Czemu przed mikrofonem nie staje Fenriz, by coś prawdziwie zafałszować? Jak długo można słuchać riffów, które albo są pożyczone, albo takie, których po latach nikt nie pożyczy? “Old Star” nie jest hołdem słusznie minionej epoce, tylko rodzajem nieuświadomionej autoparodii, zjadaniem zębów na zjadaniu własnego ogona. No u licha, włączam sobie choćby “I am the graves of the 80s” jako odtrutkę. No hit taki, że od razu przestaje nosić mnie ze złości, a nosi z powodu nagłego zastrzyku energii. Dlatego gdy widzę jej, muzyki Darkthrone, obraz, to pytam, za Pezetem, o chłopaków: “k*rwa, co się z nimi stało?”. I tak samo odpowiadam: “nie wiem”.

* Tam trafił się riff zerżnięty z U2, kapitalny riff, proszę sobie odszukać. U2 to w sumie też półka wyżej niż AC/DC (“The hardship of the scots” -> “Let me put my love into you”).


DARKTHRONE, Old Star, Peaceville

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *