Bracia Figo Fagot – Bez popity i bez gumy (2019)

Bracia Figo Fagot to taki żart (kalibru 200 volt, hehe), który mógł być zabawny (ale broń boże nie musiał!!), kiedy był… żartem. Duet zawiązany na potrzeby produkcji serialowej i z nią związany winien rozwiązać się wraz z rozwiązaniem całej sezonowej intrygi. Tak się jednak nie stało i z fikcyjnego projektu (gdzieś pomiędzy powstał pewnie projekt biznesowy) przekształcił się w projekt nieprawdziwy. Po dziewięciu latach istnienia wydał piątą płytę, nazwaną stosownie do treści słowno-muzycznej “Bez popity i bez gumy”.

I co znajdziemy na nowym albumie szowinistycznych szasnonistów? Ano dziesięć piosenek o tym, że kobiety są złe (“Podobno tego nie robiła”), a facet to… no… facet, więc z miłości zostawia ciężarną ukochaną (“Chłop jest chłop”), lubi wypić (choćby “Harnasia z puchy”), a potem – na przykład okazji rodzinnego święta – rzygać pod stołem (“Wujek Wiesio”). Jest oni również – jak to facet – fanem drogich (za sześć koła), szybkich (przynajmniej gdy idzie o to, jak szybko lądują na lawecie) aut (“Bamboleo”) i niekoniecznie pięknych, lecz ceniących się (1. “Jagiełło, żegnaj, pa”; 2. “może i nie były tanie, za to były brzydkie”) kobiet narodowości ukraińskiej czy bułgarskiej (“Coś za coś”, “Bądź delikatna”), bo wśród krajanek zawsze może trafić się “Dziewczyna z ptakiem”, a wówczas zwyczajna zapoznawcza domówka zaczyna mieć nieprzyjemny przebieg (“czas już tak miło nie mija / wysprzęgliłem typowi w ryja). Ach, no i jak chłop popije (“Punkt bez powrotu”) i pod…rzemie, to czasem i coś mu się cud(aczn)ego uwidzi (“Etyzer z kosmosu”).

(przy okazji: Stachursky naprawdę zrobił tutaj coś, co inni słyszeli w “Doskozzzie”, szczególnie w zwrotce będącej refrenem [!!] “Typa niepokornego)

W takim razie wystawiam bardzo niską ocenę, kolejną nie najlepszą płytę mam odhaczoną i mogę otworzyć Puszkę Pandory w postaci zakładki z albumem “Mr KęKę”? O dziwo, niekoniecznie. Pierwsze dwa utwory są zabawne. Bartosz Walaszek, mimo że dużo lepiej sprawdza się ze swoim kreacyjnym zmysłem językowym i świetnym flow jako twórca krótkich animacji, generalnie daje radę i wyciąga album z mielizn, dzięki czemu kiedy mija dziwnie pozytywne (familiarne?) pierwsze wrażenie, rzecz jakoś po tych płyciznach dryfuje sobie nieśpiesznie do końca. I nawet podkłady, które są tak ostentacyjnie niedbałe i odtwórcze, że niekiedy przekraczają granicę (auto)ironii, można jeśli nie przebaczyć, to przynajmniej przeboleć.  Teoretycznie koncept się chwali/broni, bo wyszydzanie (/wysadzanie) męskości wydaje się czymś wręcz potrzebnym, ale z racji tego, że bohater tekstu ma wyraźnie określoną narodowość (i cóż że polską), jest to raczej używanie stereotypów, które niewiele wyśmiewa(ją). Nie przekracza granicy dobrego smaku, jeśli chodzi o (za)wartość liryczną, ale flirt duetu ze stylistyką disco polo doprowadził do tego, że trudno ocenić, jaka jest ich relacja, i czy nie są już od lat ze sobą… na poważnie.

Sam jestem nieco zaskoczony tym, że nie umiem postawić “Bez popity i bez gumy” obok chociażby “Randki w ciemność” zaprzyjaźnionego z Braćmi Figo Fagot Nocnego Kochanka (Piotr Połać też zaczynał przecież od heavymetalowych Nunczaków Orientu). Nie wiem dlaczego. Może to kwestia dawnej sympatii, a może spójnej wizji projektu, która wiąże się wprawdzie z powielaniem klisz i motywów, ale jest mi jakkolwiek bliska.

Uśmiechnąłem się parę razy, parę razy ziewnąłem. Można więc chyba zabrać tę płytę do łóżka, a rano o niej zapomnieć.


BRACIA FIGO FAGOT, Bez popity i bez gumy, S.P.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *