Bonsoul – ReStart (2019)

Za każdym razem, gdy chcę pisać o Bonsonie, zaczynam – choćby w myślach – od tego, iż mój szczególny stosunek do niego wynika z sentymentu. Więc będzie bez wstępu.

Mógłbym napisać recenzję “Restartu” po pierwszym wejściu Soulpete’a. Ewentualnie dla pewności sprawdzić jedną zwrotkę. Może nie podsumowałbym tekstu tytułem kawałka (“o, jak pięknie”), ale wiedziałbym, że to jest to, co spodziewałem się usłyszeć, i że chcę przez to powiedzieć, iż nie ma mowy o rozczarowaniu. Ale dlaczego – mimo anhedonii – miałbym odmówić sobie “ReStartu”?

Wychodzi na to, że jednak napisałem specyficzny, improwizowany wstęp. Zapytam tak: kto inny potrafi posłużyć się tautologicznym porównaniem, rymując ze sobą to samo słowo (czyli de facto nie rymując), i zrobić to tak, by wywołać opad szczęki (“chłopcy zrobieni jak chłopcy”)? Pomijam już całkiem zmyślną grę słowną, bo dziewczyny (wspomniane w tekście utworu chwilę wcześniej) są przecież zrobione inaczej – i w innym sensie – niż chłopcy. Kto inny umie być takim – przepraszam za określenie – “ulicznikiem”, nie tracąc przy tym odrobiny wynikającego z mieszanki intelektualnej sprawności, talentu do składania wersów i prostej szczerości uroku? Kto inny jest w stanie tak precyzyjnie wymierzyć wersy-ciosy, by tę szczękę, która wcześniej opadła, zgruchotać (chociażby “miałem napisać to wczoraj, ale piszę dziś” w kto wie, czy nie najmocniejszym polskim rapowym tego roku – najmocniejszym w każdym możliwym sensie). Kto inny opowiada o imprezach tak, jakby były to relacje z pól bitewnych – z bitew, które kończyły się sromotnymi klęskami – jednocześnie nie popadając w egzaltację ani moralizatorstwo? Kto inny jest na tej scenie tak prawdziwy, a jednocześnie nie musi ani raz wspominać o tym, że taki jest? Kto inny… Kilku utworów powinni posłuchać szczególnie koledzy (i “koledzy”) ze sceny. Nie tylko “Końca”, ale i takiej “Trucizny”.

“ReStart” ma swoje problemy (refreny, goście), ale w charakterze tych pierwszych pewnie widziałbym najchętniej sample, a sam Bonson jest tak charakterny, że gdy spojrzę z perspektywy odbiorcy, to nie dostrzegam braków czy niedopowiedzień, które ktoś inny mógłby uzupełnić. Outro też wydaje się zbędne, ale pełni określoną – i zrozumiałą – funkcję. Ach, i gdybym miał obstawić w ciemno, kto będzie najmocniej odstawał, tobym się nie pomylił (Holak, O.S.T.R. – dobrze, ze ten drugi rzuca w bardzo odpowiednim momencie kwitujące nie tylko ten, ale niemal każdy jego tegoroczny popis wymowne “yyy”).

I co, da się nie wychodząc poza obszar teoretycznie wyeksplorowany (miłość, rap, używki), powiedzieć coś interesującego w interesujący sposób, nie rażąc przy tym frustracją, uprzedzeniami i ogólną antypatią? Da się stworzyć z producentem wręcz symbiotyczną jedność, charakterystyczną dla naprawdę klasycznych albumów? Ano da się. Owszem, nie jest to tzw. “rap bez syfu”, nie mógłby być, ale Bonson wydaje się… czystszy (jakkolwiek to rozumieć) i jaśniejszy niż niejednokrotnie w przeszłości. Nie wiem, czy dojrzał. Ale na pewno zasługuje, by go dostrzec i docenić. Jeśli ktoś jeszcze jakimś sposobem wcześniej tego nie zrobił.


BONSOUL, ReStart, Asfalt

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *