Blindead – Niewiosna (2019)

Wprawdzie by to stwierdzenie nie było przesadne, trzeba poczynić kilka zastrzeżeń (choćby terytorialne, a więc ograniczyć się do Polski, a także gatunkowe, czyli dodać formułkę “mający cokolwiek wspólnego z metalem”), ale Blindead jest jednym z moich ulubionych zespołów. Dwie poprzednie płyty, “Absence” i “Ascension”, to osobisty top dekady (z naciskiem na “osobisty”, także w znaczeniu emocjonalnym). Teraz trio muzyków występujące pod tym szyldem nagrało album “Niewiosna”.

Do nagrań zaproszony został Nihil, znany znany z wielu zespołów i projektów, a z kolejnych kojarzony. Istotna jest jedna, mniej znana nazwa: Seagulls Insane and Swans Deceased Mining Out the Void, czyli mający na koncie wydaną przed ośmioma laty imienną płytę duet Nihil-Havoc. To nie tylko kontynuacja współpracy między panami (Havoc jest gitarzystą Blindead), ale i jak się okazuje, także obranej wówczas muzycznej drogi. I może inaczej bym spojrzał na te nagrania, gdyby zostały opatrzone tą właśnie długą i dziwną nazwą, ale…

To Blindead. I jednocześnie to nie Blindead. Niby można powiedzieć, że to plus, kiedy zaproszony do nagrań artysta umie odcisnąć swoje piętno na powstającej muzyce (tę zresztą współkomponował), ale tutaj urasta do rangi absurdu, bowiem odnosi się wrażenie, że to zespół towarzyszy gościowi, starając się nie mieszać i nie przeszkadzać zbyt mocno, podczas gdy frontman Furii wysuwa się na pierwszy plan.

Początkowo – nie sądziłem, że tak pomyślę – jest nieźle. To zabrzmi riff, który brzmi trochę jak próba (nie)zagrania “Noregsgard” Storm (albo “Quintessence” Darkthrone – do wyboru), później, gdy cichnie, słychać, iż ktoś tu bardzo lubi starą Katatonię, tekst – mieszający “obrządek” z profanum codzienności – można określić jako nawet interesujący, kiedy pominąć kilka źle brzmiących fraz i samo wybrzmienie (memiczna “niekokaina”), ale później nawet jeśli nie jest tylko gorzej, to raczej nie bywa już lepiej. Wszystko się snuje, Nihil czasem coś pogada, czasem pokrzyczy, sensu zbyt wiele ani w mówieniu, ani w krzyku, ani w samych słowach zbyt wiele nie ma, a całość wydaje się osobliwym słuchowiskiem, które niczego nie ilustruje i nie jest w stanie wzbudzić żadnych emocji, wrażeń czy uczuć. Taki postny post-metal, jakiego należało się spodziewać. A właściwie obawiać.

W dodatku jeśli utwór ma już pewną dramaturgię, stara się ją budować (tytułowa “Niewiosna”), to w momencie rozwiązania wszystko się sypie. Brak jakiejś puenty, chwili katharsis, jest tylko przecięcie snutych (a właściwie snujących się wątków). Cytując słowa piosenki, “dlaczego? po co?”. O kolejnych dwóch utworach trudno mówić, jeśli nie chce się mówić źle (i tak się lubi sam zespół), więc powiedzmy, że są ostrzejsze. “Ani lekkomyślnie, ani bezboleśnie” to prawie black metal. Przynajmniej wokalnie, bo tak to określiłbym to raczej jako hałas.

Ładna jest za to “Wiosna”. Brzmi tak, jakby zaczynała się w momencie, w którym skończyło się “Ascension”. Nawet Nihil jakoś mocno nie smuci ani nie drażni. Niestety to “Niewiosna” wygrywa, a ten fragment to koniec.

Mam nadzieję, że nie koniec wszystkiego (cóż), w ogóle czegokolwiek. Rozumiem, że poprzednie płyty nie odniosły takiego sukcesu, na jaki były obliczone i na jaki moim zdaniem zasługiwały, więc sama zmiana kierunku jest zrozumiała. Nadal wierzę, że Blindead przebije się do pierwszej ligi, jeśli chodzi o markę, i będzie rywalizować z Behemothem czy Riverside. Może właśnie Nihil jest tym kluczowym, brakującym elementem. Niestety dla mnie cała układanka się posypała. Niemniej, życzę jak najlepiej.

I nie chciałbym, żeby tak brzmiało moje pożegnanie z tym zespołem.


BLINDEAD, Niewiosna, wyd. własne

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *