Bisz / Elhuana – Ukryte w śniegu (ep) (2018)

W przypadku najzdolniejszych raperów można się zastanawiać, dlaczego są raperami. “Ukryte w śniegu” nie daje odpowiedzi na to pytanie, więc nie zadam kolejnych. Wyrażę tylko ulgę spowodowaną faktem, że pierwszy akapit mam tym samym za sobą.

Axun, recenzując epkę “Piękno i bestia”, zauważył, że to materiał rzucony jako ochłap słuchaczom, którzy cenili pierwszą płytę Bisza, a nie doceniali drugiej. Jeśli szydzi, to z sezonowych fanów, bo samo nazywanie płyty ochłapem nie wyraża negatywnego stosunku do niej, a jest jedynie odczytaniem intencji rapera. To mi się ładnie zgrywa z pamięcią rozmowy z panną prowadzącą pewną stokroć bardziej popularną stronę, a właściwie pojedynczą kwestią, w której słowo “ochłap” oznaczało “coś, co trzeba czasem rzucić czytelnikom”. O ile jednak w drugim przypadku rzecz tyczy się braku szacunku do ludzi, o tyle w pierwszym trudno wysnuć podobny zarzut, skoro sama epka była całkiem w porządku. Między inteligentnym drwieniem z pewnych postaw a uważaniem się za osobę lepszą od innych jest bowiem istotna różnica.

Ten przydługi wstęp, ze zwyczajowym o(d)pływaniem w dygresje, służy zadaniu pytania, czy podobnie nie jest w przypadku tegorocznej epki Bisza, “Ukryte w śniegu”, którą bydgoszczanin nagrał wspólnie z warszawskim producentem o pseudonimie Elhuana. Z tą różnicą, że tym razem obiektem żartu są tacy ludzie jak ja, zapatrzeni (zasłuchani) w “Zimy EP”. Tacy twardogłowi, sentymentalni truskulowcy. Obrażać się, tak czy owak, nie zamierzam. Mamy ładną kompozycję (intro, interludium, outro, a pomiędzy po trzy utwory), mamy ładną, nieco niedzisiejszą produkcję. Mamy też gęste, charakterystyczne wersy. Przeintelektualizowania nie zarzucam, choć bliższa jest mi prostota wyrazu i emocjonalność, ale trochę dziwnie słucha się tych utworów z poczuciem, że teksty dałoby się dowolnie przerzucać do innych kawałków, a Bisz nawija cały czas tak samo. Dość niepokojące, choć zapewne to kwestia zupełnie indywidualne, jest to, że bliżej niż do Łony czy Eldoki jest mu teraz do… Laika. A LaikIke1 to raper hermetyczny, przynajmniej dla takich… laików. Bo z jednej strony rzeczywiście coś się tu może kryć, w tym śniegu, a z drugiej “co to za odkrycie odkrywać, co już odkryte?”, tym bardziej że nie mam zaufania ani do intencji artysty, ani do skuteczności własnych narzędzi poznawczych. Stąpam więc po powierzchni, słów i znaczeń, i przyglądając się jej, widzę pewien blask, refleksy refleksji, ale to przecież odbite światło. Formalnie te wszystkie żonglerki paradoksami, współbrzmieniem wyrazów, płynięcie z nurtem strumienia własnej świadomości (lepsze to niż mainstream) jest sprawne, momentami imponujące, ale jakie to ma – w dwojakim sensie – znaczenie?

Wydaje mi się, że znów jest poprawnie, co w odniesieniu do takich artystów jak Bisz może być szczególnie bolesną krytyką. Elhuana wypada lepiej, ale dobry producent potrafi przyćmić właściwie każdego speca od nawijki, jeśli tylko… nie próbuje nikogo przyćmić. Skromność i elegancja podkładów ładnie grają ze słownym przepychem, właściwie z upychaniem słów. Nie wiem, czy Bisz nie powinien pójść całkiem rozsądną drogą i spróbować zmierzyć się z papierem. Ostatecznie to forma jest przekleństwem. Dobrze wybrać taką, której nie będzie się przeklinać.

Posłuchać można tutaj.

BISZ / ELHUANA, Ukryte w śniegu, PchamyTenSyf



(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *