Batushka – Hospodi (2019)

Płyta Batushki Drabikowskiego ukazała się niespodziewanie. Płyta Batushki Krysiuka była wyczeki… zapowiedziana. Właściwie nie wiem, co można jeszcze zawrzeć we wstępie. Internet dawno wydał wyrok, a egzekucja się odbyła. Kurz związany z premierą “Hospodi” – o słodki paradoksie! – już opadł. Chyba że czeka nas kolejna zawierucha.

I co teraz począć? Jak żyć? Nie chcę namawiać do głupot, wiec zaproponuję zupełnie nieśmiało: posłuchamy muzyki?

Jedna rzecz: “Hospodi” dowodzi, że Batushka to Drabikowski. Tylko teraz tak: jeśli “Litourgiya” wydaje mi się płytą przeciętną, kiedy zdjąć z niej to złotko/sreberko, i raczej dość toporną, to czy przemawia to na niekorzyść Barta Krysiuka? Świat jest pełen filozofów – nawijał Łona – ale chcę napisać recenzję “Hospodi”, nie traktat o moralności. Jasne, nie podoba mi się cała sytuacja z rozłamem projektu i rejestracją marki “Batushka” (może cudzysłów powinien być w innym miejscu, hmm?). Nie podoba mi się również fakt, że “Hospodi” to album Batushki*. Jednak (za)uważam, że nic nie jest czarno-białe. Kształt każdej historii może zależeć od tego, kto i jak umiejętnie ją opowie.

Można porównywać oba dzieła, ale wróciwszy teraz do “Panihidy” dość szybko pomyślałem sobie tak: “hej, może to tak naprawdę nowa płyta Hermh, więc powinienem nie będąc znawcą twórczości tamtego zespołu odkurzyć sobie coś z ICH dorobku, nie Batushkę”. I nie było w tej myśli żadnej ironii czy złośliwości. Zresztą przy premierowym kontakcie z “Hospodi” zanotowałem sobie dwie nazwy: Dimmu Borgir i Satyricon. Teraz, z piętnastoletnią epką “Before The Eden – Awaiting The Fire” w słuchawkach, widzę (i słyszę), że miało to sens.

Hermh był z tamtymi nagraniami spóźniony o co najmniej pół dekady, ale obecnie nie mówi się o tym, że coś jest przestarzałe, niedzisiejsze, tylko że to retro. Oczywiście Bart nie gra teraz symfonicznego black metalu, prędzej ciężki melodyjny rock, klawisze zbierają kurz w piwnicy, a rzecz jest zrobiona na bogato, z planem (biznesowym) i pomysłem (zaadaptowanym).  Kicz, jasna sprawa, ale obie Batushki na nim się opierają. Może różnica, gdy ją zawrzeć w krótkiej refleksji, polega na tym, że to, co najmniej mnie interesuje, czyli wątki “prawosławne”, są w Batushce, którą nazywa się prawdziwą, kluczowe, a Bart Krysiuk używa ich bardziej jako charakterystycznej cechy produktu. Produkt jest wprawdzie przeterminowany, ale [to] nie szkodzi, a odpowiednio sentymentalny odbiorca,. który nigdy nie obraził się na zespoły opluwane przed laty za zdradę ideałów black metalu czy co tam, powinien być ukontentowany… contentem.

Na sentymencie bowiem – i na nosie nienawistnikom** – gra Hermh Batushka. Gra melodyjnie i – powtórzę – rockowo, patetycznie i kiczowato, ale jest w tym jakiś romantyzm metalowych lat 90., nieco naiwny i pocieszny. Jeśli nie traktować bowiem całej tej żałobno-liturgicznej otoczki z namaszczeniem i śmiertelną powagą, nie nazywać “Hospodi” misternie skonstruowanym concept-albumem, tylko konsekwentnie używać słowa “brand” (nie tylko w wyrażeniu “brand new album”), to może się nie obroni, ale uważam, że nie będzie powodów do ataków. Na muzykę, bo w moim przypadku to jedyna kwestia z kategorii “nie znam się, więc się wypowiem”, w której zabieram głos. W pozostałych oddam go – i z zaciekawieniem posłucham – innych.

“Hospodi” nie jest dziełem epokowym (może jest dziełem z innej epoki), ale zawiera sporo przyjemnej i niewymagającej muzyki. Mogłoby być jej mniej – najlepsze fragmenty jeszcze by zyskały. I nie stawałaby się z czasem (s)mętna. Mogłaby być bardziej przebojowa i bezpretensjonalna. Prostsza. Ale jeśli przyjąć, że Batushka wydała trzy płyty, to najfajniejszą spośród nich wydaje mi się właśnie “Hospodi”.

* “Panihida” widnieje obecnie w serwisie Bandcamp jako album… Krzysztofa Drabikowskiego, nie Batushki.
** Bardzo ładne słowo.


BATUSHKA, Hospodi, Metal Blade

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *