Batushka – Panihida (2019)

RECENZJA “HOSPODI”

———-

Lubię płyty-niespodzianki. Płyty, które pojawiają się nagle, bez szumnych zapowiedzi, bez wielomiesięcznych kampanii, podtrzymywania uwagi to okładką, a to tracklistą, jakimś teaserem czy singlem, może teledyskiem, wyimkami przedpremierowych recenzji, notkami prasowymi pełnymi okrągłych sformułowań i wypowiedziami muzyków, którzy to znów, jak co 2-3 lata, nagrali płytę życia i przekroczyli Rubikon. Naprawdę lubię. I cóż z tego, że taką płytą-niespodzianką jest drugi album Batushki?

Batushki Krzysztofa Drabikowskiego, bo jak wiemy, Batushki są dwie. Spodziewałem się raczej, że to główny udziałowiec Krysiuk uderzy pierwszy, który wypuścił singiel będący odpowiedzią nie na poczynania byłego kolegi-kompozytora, tylko na postanowienie sądu, zgodnie z którym na czas trwania postępowania zakazuje się panu Bartowi działania (koncety, płyty) pod tym szyldem. Dlatego klip do dramatycznie złej “Polunosznicy” może okazać się jednym z najbardziej kosztownych dla Metal Blade.

Gdybym prowadził nie niszowy blog dla najwyżej kilkudziesięciu nieprzypadkowych osób, a kanał na Youtubie, mógłbym użyć koszmarnego słowa “drama” (jak ja nienawidzę takich kalekich kalek językowych!) wokół Batushki. Mogę odesłać tutaj. Głównie do nagrania Krzysztofa Słyża (Arachnofobia Records), który prosto i szczerze opisuje całą sytuację. W skrócie: ktoś (Krzysztof Drabikowski) układa cały koncept, potem układa się z wokalistą (Bart Krysiuk), a ten uznaje się ostatecznie za właściciela całego projektu biznesowego, bo muzyka jest chyba najmniej istotna. Ja nie jestem ze środowiska, ale pamiętam, co mówiono o Krysiuku-wydawcy (szef wytwórni Witching Hour), zanim jeszcze powstała Batushka. No nic dobrego się nie mówiło. Ale że to zupełnie nie na temat, to nie będę wyszukiwał, w czym rzecz.

Internet już dokonał wyboru (przykładem może być recepcja wspomnianego singla – vide shoutbox). Wypowiedział się też były perkusista zespołu, ale to odnotowuję głównie z chęci uporządkowania wywodu i bycia możliwie uczciwym.

No dobrze, a co z samą muzyką? Debiut (“Литургия” [Litourgiya], 2015) to taki black metal z drugiej ligi, który nie ma naprawdę czym porwać kogoś, kto jest choć trochę zaznajomiony z gatunkiem i podchodzi do niego z zainteresowaniem. Nie to, że musi się od razu nie podobać, nie. Jest całkiem melodyjny, bardzo sprawnie zagrany, ale zarówno element “ekstemalny”, jak i “cerkiewny” nie urywają… głowy. Wszystko jest uproszczone, schematyczne, kliszowe. Do tego stopnia, że mimo iż płyta według mnie była przeciętna (czyli nie-zła), to miałem przekonanie, że kontynuacja nie powinna powstać, bo cały koncept się wyczerpał (tag “novelty” pasuje najlepiej), a grupa może sobie jeździć po świecie ze swoją liturgią, a gdzieś tam w tle grać skomponowane wcześniej utwory. I cieszyć się, że to wypaliło. Na Hermh wszakże nikt nawet nie spojrzał. Chyba że z politowaniem.

Ale mamy drugi album. Niedługo dostaniemy pewnie i drugi-drugi. Album Krzysztofa Drabikowskiego, a więc człowieka, który jeśli potraktować Batushkę jako zespół (czyli przedsięwzięcie artystyczne), a nie projekt (czyli przedsięwzięcie biznesowe), mógłby powiedzieć – nawiązując do słów Tomasza Adamskiego, lidera Siekiery – “Batushka to ja”. No i “Панихида” jest niestety jak żart. Nie “jest żartem”, tylko właśnie “jak żart”. Żart, całkiem udany, który jednak ktoś robi nam po raz drugi, bardzo się przy tym starając, aby wywołać ten sam efekt co pierwotnie. Formalnie jest to więc to samo (choć tutaj czuję, jakby cały black metal był bardziej dodatkiem do często naprawdę ciężkostrawnych zaśpiewów w okropnie według mnie brzmiącym języku rosyjskim). I tak: kiedy jest szybko i siarczyście, wypada to całkiem ok. Kiedy robi się… podniośle, z trudem podnoszę opadające powieki, a kiedy Drabikowski trochę luzuje i myśli sobie “hej, a może po prostu ułożę dobry riff?”, jest… dobrze (“Песнь 2”). Widać, że to logiczne poszerzenie formuły o elementy bardziej, powiedziałbym, progresywne. Na debiucie nie było kombinowania. Prosty pomysł, o którego poziomie możemy dyskutować, został zrealizowany tak, by było jasne, o co chodzi, i by nie mącić (patrz: novelty). Innymi słowy, podporządkowano samą realizację tej prostej koncepcji “liturgicznego black metalu”. Przy czym gdyby nie był to “metal kostiumowy”, to może dziś byśmy pamiętali o Batushce tak jak o Hermh. “Панихида” stawia… na muzykę. Debiut stanowi dla niej jedynie punkt wyjścia/zaczepienia, pewien azymut. Formy są mniej piosenkowe, nie tak uproszczone, słychać, że nie układał tego ktoś, komu się zupełnym fartem udało wymyślić coś, co może nie zachwyca, ale chwyciło, tylko facet, którego kumatość odnosi się właśnie do (wy)czucia muzyki, nie rynku. I niby miło się słucha, to całkiem przyzwoita płyta, ale…

Nieodmiennie uważam, że… nie ma sensu. Myślę, że nawet gdybym był targetem debiutu (a widzę w roli takiej osoby kogoś, dla kogo “Литургия” może być choćby i jedyną płytą blackmetalową w życiu, względnie kogoś z lekko postironiczną postawą do stylistyki, preferującą podejście nowoczesne, antytetyczne, dla której objawieniem sceny jest Deafheaven), albo chociaż uważał tamten album za bardzo dobry, to i tak nie widziałbym kontynuacji. Jasne, “Панихида” boleśnie obnaży to, co potrafi Bart Krysiuk, więc jeśli mieć podejście czysto ludzkie, to dobrze, że wszyscy zobaczą i usłyszą, zestawią sobie samą muzykę i przekonają się, kto stał za zespołem, a kto tylko finansował projekt. Niech marka trafi w ręce prawowitego właściciela, który i tak wycisnął z niej teraz – w sensie artystycznym – więcej niż przypuszczałbym, że w ogóle można było wycisnąć.

Posłuchać można tutaj.

|
BATUSHKA [Батюшка], Panihida [Панихида], Sphieratz

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *