2019: zagraniczne epki

5. Volahn – El tigre del sur (Crepusculo Negro)

odsłuch (Youtube)
Kalifornijska mieszanka black metalu i meksykańskiego folku, podana po hiszpańsku. Facet stojący za Volahn nazywa się Eduardo Ramirez, więc to nie miało prawa nie wypalić.

4. Ana Roxanne – ~~~ (Leaving)

odsłuch (Bandcamp)
Gdy przy pierwszym utworze na chwilę zapomniałem, czego słucham, przeszło mi przez myśl, że może to jakaś mniej mi znana płyta Grouper. Albo nowy album Raum, jedynego słusznego (w 2019 roku pojawił się też rosyjski). Coś w tym jest, choć wrażenie (z) czasem umyka (by wrócić np. w takim “Nocturne”), ale jeśli szukasz ambientu, który pozwoli Ci dryfować, nie zatapiając w melancholii, to warto “~~~” sprawdzić.

3. A.A. Williams – A.A. Williams (Holy Roar)

odsłuch
(Youtube)
Brutalnie ascetyczny, obezwładniająco smutny i przepiękny dream pop. Alex Williams jest debiutantką, ale wcale nie dziwi fakt – zarówno gdy spojrzeć na rodzaj zaprezentowanej tutaj muzyki, jak i jej jakość – że kolejne utwory nagrała z japońskim MONO.

2. Nils Frahm – Encores 2 (Erased Tapes)

Druga część jednej z mojej ulubionych ubiegłorocznych epek. Trzydzieści sekund wystarczy, by zorientować się, że tym razem jest równie dobrze. Wydaje się, że zagranie takich minimalistycznych utworów to nie jest nic wielkiego, bo cóż to poplumkać sobie w klawisze, ale plumkać w klawisze to mogę sobie ja, pisząc te notki. Dla takich, którzy jednak kręciliby nosem, i nie wzruszy ich choćby “A walking embrace” (tylko pytanie: jakim cudem?), jest – podobnie jak poprzednio – ostatni utwór, czyli ponad dziesięć (a nawet ponad dwanaście!) minut technoidalnego (?!) ambientu.

1. Undantagsfolk – Den ondes fingrar (Nordvis)

odsłuch
Darkfolkowa miniaturka (dwa czterominutowe utwory), która zasługuje na uwagę choćby dlatego, że nie próbuje o nią zabiegać (i zapewne przejdzie bez większego echa). Typowa skandynawska chłodna melancholia, ładnie smutne melodie, delikatne żeńskie wokale. Jedno z najprzyjemniejszych odkryć roku.