2018 [zagraniczne płyty] (30-21)

30. Dödsrit – Spirit Crusher (Prosthetic)

[notka]
Do blackmetalowego ognia oliwy dolewa crust punk, a dzięki post-rockowemu powietrzu “Spirit Crusher” jest pozycją jeszcze bardziej… zajmującą. Szwedzi niedługo mogą być wielcy (to ich druga płyta), więc tym bardziej warto ich wyróżnić.

29. SOPHIE – OIL OF EVERY PEARL’S UN-INSIDES (Future Classic)

[notka]
Pitchfork daje 8.6, ja nie będę tworzył alternatywnej rzeczywistości.

Nie byłbym (teraz?) równie entuzjastyczny w ocenie (jeśli już się tak bawić, to dałbym 6.9-7.1), ale rzeczy, które bardziej przeczuwam niż rozumiem, przyjmuję na wiarę. Wiem, że to mądra i ważna płyta. Nawet jeśli SOPHIE czerpie – muzycznie – z dość obcych mi źródeł.

28. IDLES – Joy as an Act of Resistance. (Partisan)

[odsłuch]
Lewacki (post-)punk. Potrzeba większej zachęty?

27. Daniel Avery – Song for Alpha (Phantasy)

[notka]
Nie wiem, czemu właśnie Daniel Avery nagrywa takie techno, które wyjątkowo mi podchodzi. Ale dobrze, że to robi. I że był w ubiegłym roku artystą płodnym. Oby to się nie zmieniło, bo “Song for Alpha” nie tyle pozostawia niedosyt, ile rozbudza apetyt.

26. Nadja – Sonnborner (Broken Spine / Daymare)

[odsłuch]
Duet o ponoć ładnej nazwie (choć Heal byłaby ładniejsza, hihi), wywiedzionej z imienia jego brzydszej połowy, nagrał całkiem uroczą płytę. Nie śledzę bacznie muzycznych poczynań rezydującej w Berlinie kanadyjskiej pary Baker-Buckareff, więc nie wiem, jak „Sonnborner” ma się do innych płyt formacji. W pewnych momentach przywodzi na myśl u(g)ładzone do granic (nie)możliwości The Angelic Process (w połowie „Sonnborner/Aten”), w innych drony i sladże ledwo wystają spod szugejzowej pierzynki (musiałem). Gościnny udział skrzypka, skrzypaczki i wiolonczelistki nadaje nieco nonszalancko rozlanej dźwiękowej plamie kształtów i kolorów. Niestety po półgodzinie robi się dosłownie. Wszyscy pewnie słuchają Thou, ale proszę nie zapominać o Nadji.

25. Suss – Ghost Box (wyd. własne)

[notka]
[odsłuch]
Ambient po amerykańsku.

24. Pinegrove – Skylight (wyd. własne)

[notka]
[odsłuch]
Mam od pewnego czasu słabość do takiego grania. Widać wrażliwość bywa zaraźliwa, bo wiem, po kim mi się tak zrobiło. I zostało. Trudno leczyć się z uczuć, więc pewnie jeszcze zauroczę się podobnymi płytami jak “Skylight”. Na łagodnie smutny, nieco emocjonalny i podszyty country indie rock zwyczajnie nie potrafię kręcić nosem.

23. Ghost – Prequelle (Spinefarm)

[recenzja]
1. Tak, co najmniej jedna płyta Ghost jest lepsza od tej.
2. Tak, “Prequelle” wydaje się małym rozczarowaniem.

Ale:
– zespół zmierza we właściwym kierunku, prowadzony przez gościa, który pewnie pięć lat temu wiedział nie tylko, w jakim miejscu znajdą się teraz, ale i dokąd dotrą w 2023 roku;
– potencjał muzyczno-intelektualny Tobiasa Forge’a i jego – określenie pożyczone z prywatnej rozmowy – przybocznych w dalszym ciągu pozostaje niewyobrażalny.

22. Manes – Slow Motion Death Sequence (Debemur Morti)

[notka]
Zespół istniejący w cieniu Ulvera, na nowej muzyce którego kładzie się cieniem to, co nagrał jeszcze w XX wieku. Wszystko dlatego, że zaczynali – jak to Norwegowie – od black metalu. Tymczasem wygrywają zarówno w korespondencyjnym pojedynku z formacją Kristroffera Rygga (decyduje tzw. dyspozycja dnia), jak i w starciu z A Perfect Circle (przez ciężki nokaut). Jednak przede wszystkim jest to muzyka najzupełniej osobna, a panowie z Manes nie oglądają się na nikogo. Aż strach pomyśleć, że i ja – z powodu dość “chałupniczej” produkcji – byłem bliski lekkiego zlekceważenia “Slow Motion Death Sequence”.

21. Brandi Carlile – By the Way, I Forgive You (Low Country)

Nie wiem, jak to zabrzmi, ale poniekąd zapomniałem o “By the Way, I Forgive You”. Ot, jasne, to dobry album – byłem przekonany – naprawdę dobry, a w wokalistce zakochałem się od razu*, ale do znudzenia (które nie nastąpiło) zapętlił mi się utwór, który go otwiera. Szkoda, że nie ten pierwszy raz – ani żaden kolejny – nie w radiu. No ale daruję sobie przepełnione goryczą żarty, bo w duchu obiecałem, że postaram się pisać o muzyce możliwie rzeczowo, bez uciekania w hermetyczny sentymentalizm. Albo: bez uciekania się do niego. Sześć nominacji do Grammy dla Brandi Carlile jeśli zaskakuje, to pozytywnie. Jeśli otrzyma statuetkę za płytę roku, bo i w tej kategorii jest nominowana, to tylko się ucieszę.

* Wyjątkowy rodzaj wrażliwości podpowiadał jednak, że faceci nie mają u niej szans.

***

50-41
40-31
20-11
10-1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *