2018 [polskie płyty, bez których rok nie byłby gorszy ani lepszy]

Agnieszka Chylińska – Pink Punk (Warner)

[notka]
Kampania marketingowa płyty została przeprowadzona świetnie i możliwe, że spojrzałbym na “Pink Punk” nieco przychylniej, gdybym obejrzał ten wywiad wcześniej, nie zaś dopiero po tym, jak zdążyłem wyrobić sobie opinię. Bo choć zażartowałem na Facebooku, że nie mam serca, by pisać o albumie Agnieszki Chylińskiej, to nie odnosiłem się przecież do całego “kontekstu biograficznego”. Niemniej w tamtej rozmowie nie ma konkretów. A artyści, którym coś było, nagrywali czasem bardziej konkretne rzeczy.

Alternatywa: Cokolwiek, co Cię porusza.

Andrzej Stasiuk & Haydamaky – Mickiewicz-Stasiuk-Haydamaky (Agora)

[recenzja]
Moja opinia o Stasiuku jako pisarzu nie ma znaczenia. Nie miałaby nawet wtedy, gdybym wzorem niegdyś bliskiej osoby uważał, że to “guru pokolenia” (to też… niegdyś). Tak zawstydzająco nieudany, pozbawiony krytycznej autorefleksji autorskiej jest to album. To, że tysiąckroć wolę Słowackiego (od Mickiewicza), również pozostaje bez wpływu na ocenę.

Alternatywa: Świetlicki. Masłowska. I do czytania, i do słuchania.

Dawid Podsiadło – Małomiasteczkowy (Sony)

[notka]
Nie jest to zła płyta. Ot, zwyczajnie wolałem poprzednie. To bardzo indywidualna kwestia, ale Dawid Podsiadło śpiewający po polsku od początku mnie odrzuca, a tutaj zdecydował się porzucić komunikowanie poprzez muzykę w mowie Szekspira. Z drugiej strony, przyniosło mu to profity, a popularność artysty jeszcze skoczyła. A że nie stało się to za sprawą jakichś słabych sztuczek, to tylko cieszyć się z sukcesu “Małomiasteczkowego”.

Alternatywa: Dwie poprzednie płyty?

Kazik + Zdunek Ensemble – Warhead (S.P.)

[notka]
Moje podejście do Kazika wydaje się inne od tego, jakie wykazują osoby zanurzone w muzyce niezależnej, ale powoli zaczynam od niego odchodzić. Sięgam bowiem po kolejne albumy z nadzieją, czasem wręcz z entuzjazmem, nawet podobają mi się pewne rzeczy nielubiane/zignorowane (“Czterdziesty pierwszy”), a serce boli i krwawi dopiero kiedy ich słucham. Na “Warhead” widać przynajmniej, że sentymentalna podróż do lat nastoletnich komuś sprawiła prawdziwą radość. Niestety tym kimś nie byłem ja.

Alternatywa: Nagrania Polandu.

Kukiz & Perverados – Wyspa zielona (Universal)

[notka]
Komu to potrzebne? I nie pytam w imieniu słuchaczy. W swoim też nie.

Alternatywa: “P.O.L.O.V.I.R.U.S.”.

L.U.C – Good L.U.C.K (Agora)

[notka]
Po każdą z płyt z tej listy mógłbym sięgnąć z przyjemnością – nawet jeśli niekiedy perwersyjną. Albo sięgnąć ot tak, bez krzywienia się i bólu żołądka. Po każdą, tylko nie po “Good L.U.C.K”.

Lao Che – Wiedza o społeczeństwie (Mystic)

[recenzja]
Można powiedzieć, że każda kolejna płyta Lao Che jest słabsza od poprzedniej. Wprawdzie “Powstania Warszawskiego” (drugi album) pewnie miałbym dość po kilku minutach, ale przyjmijmy, wbrew logice, że to byłby wyjątek potwierdzający regułę. “Wiedza o społeczeństwie” po prostu… jest. Po kilku miesiącach zupełnie o niej zapomniałem. Nie ma w tym ironii. Jest tylko smutne westchnienie.

Alternatywa: Nowy polski rock spoza głównego nurtu.

Nosowska – Basta (Kayax)

Gdyby chodziło o proste wywołanie reakcji między szokiem a niesmakiem nieomal, to “Basta” byłaby płytą udaną. Nie twierdzę, że z osobami przekonanymi do nowego oblicza Nosowskiej coś jest nie tak. Samej Kaśce kibicuję. Pamiętam głos, że album “Skeleton Tree” Nicka Cave’a nie powinien zostać nagrany. Podobnie, zresztą nie z jakichś bardzo odmiennych powodów, myślę o “Baście”. Ale wierzę, że to było – w odróżnieniu od opisanej wyżej propozycji Kukiza – naprawdę artystom potrzebne.

Alternatywa: Kazik?

Riverside – Wasteland (Mystic)

[notka]
Rozumiem krytyków Riverside. Wprawdzie sam podchodzę do ich muzyki z większym zrozumieniem, bez programowej niechęci, ale widzę, że to nie Mesjasz sceny progresywnej. Poprzednie albumy – w zależności od tego, jak układają sie proporcje napinki i luzu – podchodzą mi różnie. Nie słyszę tych emocji, które chciałbym słyszeć na płycie powstałej w tak trudnym dla zespołu czasie. “River down below” to jeden z ich najlepszych utworów (może dlatego, że brzmi jak przygotowany z myślą o… Lunatic Soul). Rezsta… zasmuca. Ale nie tak, jak by chcieli tego twórcy.

Alternatywa: Lunatic Soul.

Taconafide – SOMA 0,5 mg (Taconafidex)

[recenzja]
Taco w chwili premiery “Trójkąta warszawskiego” wydał mi się takim gościem, który rap traktuje wyłącznie jako formę, odnosząc się do niej z pewną ironią i wyższością, jakby wywodził się z alternatywy (samemu jej nie stanowiąc) i dla takiej publiki tworzył. No i myliłem się całkowicie. Jedynie trafnie wyczułem, że to musi być bystry gość (kolega, który siedzi w klimatach, mówił wtedy o nim, że ma potencjał, gdy próbowałem polemizować). I to dla niego wręcz nie ma alternatywy. Szczególnie gdy łączy siły (i zasięgi) z Quebo. Jestem pełen podziwu, bo mimo wszystko łatwiej nagrać płytę dobrą niż taką, której ludzie słuchają. No a przynajmniej częściej się to zdarza. A że nikt nie przyznaje dodatkowych punktów za wrażenia artystyczne, to “SOMA 0,5 mg” jest jaka jest.

Alternatywa: Coś z rodzimego rapu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *