2018 [polskie epki]

10. Forever Fatale – 0Rh- EP (wyd. własne)

[notka]
[odsłuch]
Granie z okolic shoegaze’u/dream popu ma się u nas dobrze, ale nie zamierzam narzekać na to, że godnych odnotowania i zapamiętania nazw przybywa. “0Rh- EP” brzmi jak kolaboracja Slowdive z Hope Sandoval, tylko pytanie, co właściwie miałoby być w tym złego. Jak słucham tych nagrań po dłuższej przerwie, by przygotować uczciwie notki, to brzmią jeszcze przyjemniej niż wcześniej. Jestem bardzo ciekaw kolejnych.

9. Obiekty – Midnight City (Invisible Snake)

[notka]
[odsłuch]
Może powiem tak: ta jedna epka wystarczy, by nie dziwił mnie transfer do Instant Classic. Ani trochę. “Midnight City” wyprawia w kosmos, korzystając przy tym wyłącznie z koniecznych, minimalistycznych środków i udowadnia, że poprzez improwizację można kreować bardzo konkretne (wszech)światy.

8. Thunderwar – Wolfpack (Lifeforce)

[notka]
[odsłuch]
Nie był to rewelacyjny rok dla polskiego metalu, przynajmniej według mnie, co nie oznacza, że był wyjątkowo zły. W końcu gdyby był, to czy warszawska załoga Thunderwar nagrałaby “Wolfpack”? Mogę tylko się w skrócie powtórzyć: trochę Asphyx, trochę szwedzkiej melodyki, punkowa werwa i blackmetalowy jad. A na deser mamy jeszcze świetny cover Darkthrone. Właściwie to i tak więcej niż można się spodziewać po epce nieznanego szerzej zespołu deathmetalowego.

7. Pustostan – pustka (wyd. własne)

[notka]
[odsłuch]
Najprościej – i najuczciwiej – napisać o tej epce, że mimo tego, iż rządzi na niej ogólnie pojęta przesada, to jest ona bardzo wyważona, a mimo rozchwianie fundamenty trzymają całą konstrukcję mocno i pewnie. Ironiczne podejście (emo) – jakkolwiek je rozumieć i odczytać – nie robi wyłomów w noiserockowej ścianie. Kto nie słyszał – ten trąba.

6. młody π – zdycham powoli ale konsekwentnie ep (wyd. własne)

[notka]
O tym, jak bardzo nie rozumiem “nowoczesnego” rapu, muszę w końcu napisać osobny tekst. Z młodym π teoretycznie powinienem mieć jeszcze gorzej, bo gość jest bez cienia o wiele mądrzejszy ode mnie, a zatem na przeszkodzie w docenieniu jego nagrań stoi nie tylko stetryczenie. Może te nagrania są pretensjonalne jak diabli i z rapem mają tyle wspólnego, ile ja z rzeczowym pisaniem, ale potencjał – intelektualny i literacki – jest naprawdę przeogromny. W obranej stylistyce młody π konkurencji właściwie nie ma. Jeśli kiedyś nagra coś na poważnie, wcale nie musi się to zmienić.

5. Blokowisko – Blokowisko (wyd. własne)

[notka]
[odsłuch]
Powiew zimnej fali prosto z osiedla. Świetnie, że na blokach gra się nie tylko rap. To muzyka zagrana z głową, może chłodną, i może wpatrzona w przeszłość, ale równie chłodnym spojrzeniem. Na szczęście nie ma mowy o całkowitym studzenia emocji twórców (poetyckie teksty). Mówić się o Blokowisku powinno, jak śpiewał Kazik, dużo i głośno.

4. Janusz Jurga / Foghorn – Ja i mój dom chcemy służyć Panu / W czarnych cyprysach dusze zamknięte
(Opus Elefantum Collective)

[odsłuch]

Jeśli Gas nagrywa split z Murmuüre, to czy można takie wydawnictwo w jakimkolwiek rocznym zestawieniu, które ma choćby udawać sensowne? Dobrze, teraz już na poważnie. Fakt, że do lasu zabiera nas Foghorn – kto wie, czy nie za sprawą najlepszego z polskich blackmetalowych utworów 2018 roku – stanowi pewne zaskoczenie. Janusz Jurga, specjalista od klimatów forest techno, jedynie otwiera bramy kniei. Co tu dużo gadać, epka może się nie podobać chyba tylko zatwardziałym mieszczuchom no.;)

3. Noon – Algorytm (Nowe Nagrania)

[recenzja]
[odsłuch]
Najpierw było mi żal, że bez echa przeszła podlinkowana recenzja. Bo wciągnąłem w pisanie osobę, która w przeciwieństwie do mnie jest rozeznana, zdolna i mądra. Ale najsmutniejsze jest to, że “Algorytm” nie spotkał się prawdopodobnie z tak dużym i pozytywnym odzewem, z jakim spotkać się powinien. Oczywiście to dwie różne skale. Najtrafniej istotę “Algorytmu” ujmuje zdanie szanownej współautorki tamtego tekstu (“to jest płyta człowieka, który dokądś doszedł”), więc tym różni się ten album od zasadniczej twórczości solowej Noona, że nie oddaje stanu zagubienia/wędrówki, tylko właśnie statecznej, pogodnej kontemplacji. Być może to najlepsze, co nagrał w pojedynkę.

2. Adōnis – Wiosenna ofensywa nie trwa dłużej niż do letnich wakacji (Trzy Szóstki)

[recenzja]
[odsłuch]
To są takie piosenki, które można nucić – i nie ma to rady – nawet nie rozumiejąc większości słów. Rozmarzone, rozmyte, łagodnie melancholijne, ale też kojąco ciepłe. Piękny, bardzo nieoczywisty i eklektyczny w ramach przemyślanej konwencji minialbum. Na równi inteligentny i emocjonalny. Podskórnie nasz, a jednocześnie taki, który pewnie spodobałby się pod każdą szerokością geograficzną.

1. D A V I C I I – W sercu pozostaje tylko to, co wypalone ogniem (Trzy Szóstki)

[recenzja]
[odsłuch]
Początkowo planowałem w podsumowaniu nie rozróżniać formatów wydawnictw, a więc zmieszać płyty z epkami. I chyba głównie z powodu tego wydawnictwa zmieniłem plan. Bo czułbym się źle, nie mogąc umieścić “W sercu…” na szczycie zestawienia. A tutaj nie mam wyboru. Byłem zachwycony wrzutkami na Soundcloudzie. Urzekł mnie porażająco smutny singiel (“To wszystko umrze”). Kupiły mnie już pierwsze dźwięki właściwej całości. To materiał o wiele cięższy i ciemniejszy od “Wiosennej ofensywy…” Adonisa, ale może dzięki temu jeszcze bliższy mojej wrażliwości, temu, jak patrzę na świat (a przynajmniej pewne jego aspekty). D A V I C I I miał pozamiatać i tak zrobił. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *