Dobre darmowe płyty (wrzesień 2017)

Andromeda Space Ritual – Satelite (ep) (wyd. własne)

POBIERZ

Prawdę mówiąc, myślałem, że się rozczaruję. I… rozczarowałem się. Jakkolwiek to brzmi, brakiem rozczarowania. Zespół przez nieco ponad pół godziny proponuje taką muzykę, że nie ma się wrażenia, iż po prostu usiedli razem w studiu, grali co bądź, a potem z tego, co zostało zarejestrowane, udało im się wybrać kilka “bloków”. Te dźwięki może nie tyle prowadzą dokądś, ile przekonujące oprowadzają po jakimś (wszech)świecie, pozostawiając sporo miejsca dla zmysłów i domysłów. Naturalna przestrzeń pozwala muzyce i słuchaczowi oddychać. Wprawdzie krótkie momenty, w których wyraźnie pobrzmiewają klimaty stonerowe, mogą sprowadzić na ziemię, chyba niepotrzebnie, ale z drugiej strony, pozwala to złapać grunt. Dobra rzecz dla osób, które są w tych klimatach, ale i dla takich – o czym mogą zaświadczyć – które teoretycznie za nimi nie przepadają.

DJ Nabuchodonozor – boje sie dziewczyn (ep) (wyd. własne)

POBIERZ

Lepiej traktować poważnie to, co wydaje się śmieszne niż to, co śmieszne się okazuje. A już najlepiej, gdy żadna ze stron się nie spina. Mam szczęście stosunkowo często trafiać na podobne do “boje sie dziewczyn” materiały, co wcale nie umniejsza wysiłkom (czy to aby odpowiednie słowo?) artysty, a efektów tychże nie czyni mniej wyjątkowymi. Chciałoby się powiedzieć, że każdy utwór jest inny i każdy o czymś (czy to o pewnych czipsach, czy o niedookreślonej solniczce), i że każdy opowiada swoją własną historię. Tylko że lepiej, by przemawiała sama muzyka.

Pensjonat – Lato w mieście (ep) (wyd. własne)

POBIERZ

Odnoszę wrażenie, że co pojawi się u nas kolejny zespół z kręgu noise rocka / shoegaze’u (ew. dream popu), to jest jeszcze fajniejszy od poprzednich. Nawet jeśli pewne nazwiska często się w nich powtarzają. “Lato w mieście” to jeden z najlepszych polskich materiałów ostatnich miesięcy. Dobre, pozbawione prostactwa i napuszenia teksty (mój ulubiony do ten w utworze “Słowiańska zajezdnia tramwajowa”), niekiedy umiejętnie poruszające – o zgrozo – czułe struny duszy pojedyncze linijki (“na dnie czekaj, ściągnij mnie”) i przede wszystkim mnóstwo godnej uwagi muzyki, zamkniętej w dwudziestu minutach. Szkoda, że tytułowe “Lato w mieście” nie pohula po tych wszystkich rozgłośniach, mieniących się alternatywnymi, bo mógłby to jeszcze być przebój końca lata. Całość zaś nie ma daty ważności.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *