10/10: Zguba

1. Land – Opuscule

W końcu chwila ciszy. Sięgam po swoje ulubione nikaraguańskie cygaro marki My Father i przypatruje się mu w wypełniającym moją komnatę półmroku. Nigdy nie lubiłem światła, zawsze przeszkadzało mi w myśleniu, tak samo zresztą jak otaczający mnie ludzie – pełni jeszcze nadziei, chęci życia i dokonania czegoś ważkiego. Z lubością obwąchuję ten piękny tytoń, totalmente a mano, starannie owinięty ekwadorskim liściem przez kogoś mi zupełnie nieznanego, gdzieś po drugiej stronie świata. Nie zastanawiam się nad tym jednak ani przez sekundę. Odcinam końcówkę, odpalam cygaro od papierka cydrowego i zaczynam się z nim przechadzać. Przez najbliższą godzinę będzie to mój wierny kompan, być może jedyny, który mnie jeszcze nie zdradził. Obserwuję, jak wiją się smugi ciężkiego i zalegającego niczym nieprzyjemne fluidy w płucach dymu. W niewietrzonym pokoju może on utrzymać się dość długo, ale w końcu zawsze rozpływa się w nicość. Dym to duch, zatem cygaro jest podróżą natury duchowej, a jego przemijalna postać zmusza mnie zawsze do nostalgicznych przemyśleń z racji swej skończoności.

2. Hoedh – Hymnvs


Wielką, pustą salę wypełniały mrowie pajęczyn i przytłaczający zapach stęchlizny. Nie pozostało już nic, co przypominałoby o dawnej świetności tego miejsca. Krocząc w zdumieniu, przysłuchuję się dudniącym odgłosom, które po chwili przeobrażają się w kształty z minionych lat. Zza gnijących welurowych parawanów zaczynają wychodzić postaci. Ich twarze są ciemne, a chód wyjątkowo nienaturalny, zupełnie jakbym nie patrzył na nie wprost, lecz zaledwie kątem, a one umykały mi co chwilę, rozświetlały się i znikały w niewietrzonych od dziesięcioleci korytarzach.

3. Laibach – Krst pod Triglavom

Kolejny dzień poszukiwań. Dają mi się we znaki posiniaczone plecy, zapocona i wyniszczona twarz, ręce pokryte nieprzyjemnymi, popękanymi odciskami. Zastygła krew i brud za paznokciami są tak czarne, jakby nigdy nie miały już opuścić moich dłoni. Z uporem maniaka kopię jednak dalej i nie przerywam pracy, którą większość uznałaby za bezcelową. Z każdą garścią piachu i każdym odnalezionym artefaktem rozumiem coraz lepiej, dlaczego właściwie zacząłem tę katorgę. Choć nie jestem jeszcze w stanie w pełni pojąć tej niedającej się opisać prawdy, czuję, że jestem blisko. Jeszcze tylko jeden dzień, jeden miesiąc, jeden rok…

4. Bartok – kwartety smyczkowe (Juilliard)

„Życie przecież nie może się tak po prostu, jak w Eroice Beethovena, zacząć gwałtownie i bohatersko, allegro con brio, aby następnie zamienić się w niezwykły patos własnej sytuacji, w pochód istnienia, w marsz żałobny własnego tryumfu, marcia funebre, w którym znajduje się własne rozstrzygnięcie i rozwiązanie. Dlatego własne barwy pozostają zawsze trudnym i niełatwym wyborem samego siebie, natomiast barwy naszej damy (czyli nasz erotyzm) mogą być niewystarczające, kiedy człowiek zanurza się w chaos innego człowieka, w ludzkość, ducha ludzkiego, wreszcie w twory jego organizacji i systematyki”.

Przemysław Hurynowicz

5. Wałentyn Sylwestrow – Silent Songs


Patrzę w kieliszek,
błyszczący i zawsze pusty,
zwłaszcza wtedy, gdy pragnę ukoić pragnienie,
rozbudzony nagłą myślą.

Monitor rozświetla me lico,
zbyt jasno,
bym mógł przeciwstawić się jego osądowi.

Kolory i kształty
stają się mniej i mniej żywe z każdą chwilą.
Niech wir pochłonie mnie kompletnie,
bym mógł w końcu zapomnieć.

6. The Mystery of Bulgarian Voices – 1, 2

Napijcież się – powiedział do mnie ojciec Georgij, podając mi ręcznie wykonany kubeczek napełniony gorącym trunkiem – nie zaszkodzi. Dokładnie przyglądałem się procesowi powstawania owego napoju. Nad domowym paleniskiem ojciec Georgij wlał najpierw pół bukłaka rakii do niewielkiego garnuszka, powoli dodał solidną łyżkę miodu akacjowego, po czym dorzucił grubo pokrojone kawałki jabłek i zasuszone ziarenka pieprzu. Całość gotowała się tak przez dobre dziesięć minut. Wraz z pierwszym łykiem przyjemne ciepło jęło raźno rozchodzić się po mym ciele, a piękno otaczających mnie gór zaczęło coraz bardziej się uwydatniać. Gór, których zawoalowane mgłą wierzchołki wystawały i chowały się co chwilę, jakby ich tajemnicę można było w pełni odkryć jedynie przebywając tam przez tysiąclecia – razem z nimi – w tym nieskalanym zaciszu.

7. Univers Zero – Hérésie

Podniesiony wcześniej, pieczołowicie udekorowany nieznanymi mi wzorami kamień upuściłem na dno pustej studni w zapomnianej i dawno wymarłej już wiosce. Pobrzmiewające echo budzi rozkładające się tam demony. Stojąc, wpatruję się w ciemną bezdeń, a otaczająca mnie głusza poczyna coraz głośniej pulsować. To światło się skończy, ale ta noc – nigdy.

8. Dymitr Szostakowicz – 13th Symphony (Kondraszyn)

Próbuję z całych sił przypomnieć sobie jej twarz. Wymiętolona i podarta fotografia, jedyne, co mi pozostało, budziła zaledwie bliżej nieokreślone wspomnienie na zawsze utraconego życia. Z baraku porucznika padł właśnie ostatni rozkaz, który dla nas wszystkich oznaczał tylko jedno. W obliczu zguby nie czuję już strachu, przestał mnie nękać dawno temu. Pragnę jeszcze tylko na chwilę ją ujrzeć, usłyszeć jej głos, zobaczyć – choćby na sekundę – jej odbicie bądź cień. Wytężam umysł z całą mocą, lecz nie widzę niczego poza zabłoconymi buciorami i pełzającym robactwem. I najpewniej niczego innego już nie zobaczę.

9. Mark De Gli Antoni – Into the Abyss

Prawdą jest, że im więcej doświadczamy, tym więcej doświadczyć pragniemy. Chciwość nasza nie ma końca, a ukontentowanie to przysłowiowa marchewka, za którą gonimy – często bezmyślnie i na złamanie karku – jakby to ona miała zakończyć ten wielki bieg, miast jeszcze bardziej pobudzić nasze pragnienie novum. Czego musimy dokonać, by zakończyć tę błazenadę i nie tyle wkroczyć w pustkę, co wypełnić ją sobą, sobą świadomym, sobą metafizycznym, pozacielesnym i skończonym?

10. Zabelle Panosian – I Am Servant of Your Voice


Jeżeli nie powinno się kogoś skazywać za życie, nie powinno się go skazywać na śmierć. Jeżeli sens życia nie zaistniał po kilku tysiącach lat, małe jest prawdopodobieństwo, że zaistnieje kiedykolwiek, choćby jedynie w ludzkiej wrażliwości lub trzeźwym widzeniu faktów.

———-

Z wydaną w piątek (19 lipca) nakładem Opus Elefantum Collective “Potwarzą” – drugą płytą Zguby, niebędącą bynajmniej potwarzą dla dark ambientu – można się zapoznać:
– w serwisie Bandcamp;
– w serwisie Youtube (w wersji wzbogaconej przez autora o aspekt wizualny).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *