10/10: Songs I like

O stronie Songs I like (linksłyszało pewnie więcej osób niż o mojej.

Co mogę dodać od siebie? Chyba tylko tyle, że to zrozumiałe i sprawiedliwe.

Autorka mówi o sobie najwięcej poprzez listę ulubionych płyt, którą przygotowała.

***

1. The Soft Moon – Zeros (2012)

Mamy lato 2015. Upał piecze mój kark, ale chłód i mrok wydobywający się z tej płyty łagodzi temperaturę i przenosi do krainy, gdzie wszystko jest takie, jakie powinno być. To zdecydowanie jedna z płyt życia, jest jak coś idealnie skomponowanego pod mój gust. Wszystko tutaj zagrało tak, jak powinno. Jest ciężko, muzyka niekiedy wibruje, pędzi przez nocne, puste miasto, buczy i spręża, skręca w ciemne, niebezpieczne uliczki.
Po koncercie The Soft Moon porozmawiałam przez chwilę z Louisem, mózgiem zespołu. Okazało się, że “Crush” to nasz wspólny, ulubiony utwór. Dziwne.

spotify

2. The Black Angels – Directions To See A Ghost (2008)

Pustynia na pustyni, gorąc i pomarańczowa poświata. W psychodelicznym rocku mój Top Wszech Czasów. Wszystko się ze sobą łączy. Dźwięki ani na chwilę nie ochładzają atmosfery. Utwór wieńczący album to szesznastominutowa, psychodeliczna podróż pośród pustynnych duchów, ognisk i zachodzącego słońca, jak idealne zakończenie dusznego, ciężkiego dnia. Nie ma drugiej takiej płyty, która zabierałaby w ten dziwny rejon – od zawsze czułam coś do tych gorących, suchych krain. Zabawne, bo upału naprawdę nie znoszę.

spotify

3. Metallica – Kill’em All (może tam być również MOP albo RTL) (1983)

Do Metalliki mam stosunek taki, że kocham trzy pierwsze płyty i już. Bo tak. I nieważne, co ktoś mi powie – nie zmienię zdania. Kocham tę niedojrzałą, buntowniczą agresję. Traktowałam te płyty trochę terapeutycznie, czasami jako pomoc do poradzenia sobie z nienawiścią i kotłującymi, negatywnymi emocjami. Może dzisiaj też tak jest. Jakąś dziwną przyjemmość sprawia mi słuchanie młodzieńczego, niewykształconego, pełnego wściekłości głosu Hetfielda, który wrzeszczy w “No Remose” albo “Phantom Lord”. Taka drobnostka, na którą zawsze zwracam uwagę.

spotify

4. Alice in Chains – Facelift (1990)


Wszystkie płyty z Laynem to moje 10/10, dlatego trudno wybrać tylko jedną. Każda jest troszeczkę inna, mroczniejsza czy lżejsza, nagrywana w różnych stanach emocjonalnych i fizycznych. Dlatego nic nie napiszę, po prostu zostawię link, który chyba najbardziej pokazuje tę chemię, którą kocham w duecie Cartnella i Staleya.

spotify

5. Ic3peak – Substances/Vacuum (2014)


Jeśli założymy, że niepełne wydawnictwa to połówki, to można te dwa dzieła złączyć w jedno.
Ic3peak to ludzie, którzy zajrzeli mi w duszę, wydobyli z niej wspomnienia związane z życiem pozagrobowym i przerobili je na albumy. Nie widzę innej możliwości.
“Recollect You” to skrócony opis spadania z nieba. “Crystalline” i “Ether” to pływanie jesienią w zimnej, ciemnej wodzie, najlepiej o świcie i zmierzchu (nawet teledysk do “Ether” to wokalistka pływającą w wodzie o zmierzchu, jak można kogoś tak idealnie prześwietlić?). “Take My Hand” to utracona, reinkarnująca, odradzająca się miłość. “Quartz” to palące się w zwolnionym tempie budynki. “I’ll Be Found” to zamarznięte jeziora na Syberii, śnieg i różowe, zachmurzone niebo.
Nie wiem, jak oni to robią. Może jesteśmy z tej samej linii produkcyjnej.

spotify (Substances)
spotify (Vacuum)

6. Have A Nice Life – Deathconsciousness (2008)


Ciasno, duszno, ściska się żołądek, mięśnie zamieniają w stal. Biegniesz przez las, ale nie wiesz dokąd. Ktoś goni, nie ktoś, bardziej coś. Po drodze o centymetry mijają cię groty strzał, dach się zawalił i zabił każdego. Jest źle. Nie wiesz, czy potrafisz już kochać, co dopiero żyć. Nienawidzisz siebie. Czujesz pustkę. Nie masz co jeść. Straciłeś już wszelką nadzieję. Odchodzisz. Odradzasz się na nowo przy bolesnej, pięknej ścianie dźwięku. Wszystko znika, jest czyste i nowe. Wciskasz ponownie “Play”. Jest ciasno i duszno, ściska się żołądek, mięśnie zamieniają w stal. Gratuluję, właśnie odkryłeś reinkarnację.

spotify

7. Pixies – Doolittle (1989)


Często określam Pixies terminem “zgniły romantyzm” – to takie uczucie w środku, gdy mógłbyś zabić za kogoś, kto wcale tego nie chce, charakteryzujące się szybszym biciem serca i cięższym oddechem na samą myśl o tej osobie. Sporo utworów Pixies wprowadza mnie w ten melancholiny, słodki stan. “Doolittle” to taka letnia atmosfera, gdy leżysz z kimś na dywanie w ciemnym pokoju, kochasz tego kogoś do szaleństwa, patrzysz mu w oczy, jest niewyobrażalnie gorąco, a w tle leci “I Bleed”. Gdyby tylko tego chciał, dosłownie byś się dla niego wykrwawił, wyrwał wszystko i oddał cały dobytek. Gdy biegniecie razem przez letnie miasto, śmiejąc się przy tym jak opętani, bo jakimś cudem żyjecie w filmie dla alternatywnych nastolatków, gdzieś tam w waszych głowach słychać “Gouge Away”.
Rock me, Joe.

spotify

8. The Cure – Pornography (1982)


Mam jakąś skłonność do utworów wieńczących album, tutaj nie ma wyjątku.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że można określić charakter osoby po jej ulubionych płytach The Cure.

Tutaj jest już samobójczo, bo określenie tej płyty “depresyjną” to spore niedopowiedzenie. Chyba każdy, kto chociaż trochę lubi The Cure, kiedyś myślał o końcu (wszystkiego) słuchając śpiewu wykończonego Roberta.

spotify

9. Siekiera – Nowa Aleksandria (1986)

Jakbym była w umyśle planującego morderstwo szaleńca. Jak jazda nocą obok opuszczonych fabryk. Jak brutalistyczne budowle. Jak kominy, wieże, zakłady pracy. Fajne, zimne.

spotify

10. Salem – I’m Still In The Night/King Night (2011 / 2010)

Nie ma utworu Salem, który by mi się nie podobał. Nie ma. To chyba ewenement. Nie wiem. Osobie, która ma problem z polubieniem czegokolwiek, odpowiada jakiś projekt grający odpad gatunkowy sprzed wielu lat. I doskonale wie o tym, że to nic ambitnego.
Wczesny witch house miał w sobie tę ciężkość, okultyzm, bas i buczenie, zasamplowane chórki tworzone przez opętane kobiety – czyli wszystko, co lubię najbardziej.
“I’m Still In The Night” i “King Night” to cuda zapomnianego, odrzuconego już dawno gatunku. Ja nie zapomniałam. Ja nie zapomnę.
I słuchać będę.

spotify (I’m Still the Night)
spotify (King Night)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *