10/10: Ccc banany ja bardzo lubie je)

Tradycyjnie – link do fanpage’a autora listy.

***

ilu plytom tutaj dalbym 10/10? kurde zadnej. zapraszam

1. Mastodon – Leviathan (2004)

spotify
bardzo chcialem zeby ta lista nie pokrywala sie z zeszloroczna lancuszkowa lista z fejsbonka. naprawde kurde chcialem, ale w sumie to od lat niewiele plyt w ramach mojego rzemieslniczego przerobu skazanego na sluchanie wpada w czestszy odsluch niz raz czy dwa. dodatkowo moja top dycha 2018 rozrosla sie o szereg dodatkowych pozycji listy rezerwowej*. ale co tam, dam se rade, na pewno jestem w stanie wymyslic inna dyche, kurde spoko Kryniu, bedziesz mial co publikowac w tej serii i w ogole

ale no kurna
jest pozycja obowiazkowa, niepomijalna i nieprzesuwalna. numero uno. a z racji powstrzymania sie od slowotoku jakiegokolwiek przy liscie 2018 – moge nadrobic teraz.

oczekuje powstania. szybko.(#pdk zyjacych w 2013)
bo to jest album nad albumy. wymienie na tej liscie jeszcze rozne wazne plyty, z ktorych wiekszosc po paru latach juz nie smakowala/nie smakuje tak dobrze jak wczesniej. A ‘Leviathan’ slucham od nastu lat (i od swoich nastu tez) i choc moze teraz rzadziej niz kiedys, to jest wciaz tak samo dobre, a moze nawet lepsze. No ja nie wiem, czy ta plyta sie kiedykolwiek zestarzeje. Watpie. Chcesz sb siedziec w latach 70. czy tam 60. czy tam 50. czy pierdziesiatych to se siedz, to jest wspolczesny klasyk.

Nie nazwalbym tej plyty jakas sludz esencja, bo sludz esencja to jest zespol OkoNienawiscBozia i lata 90. ‘Leviathan’ to jest sludz wzorcowy, sludz-najwyzsza forma, kompletnosc i jeszcze pare innych peanow bym tu mogl, ale no bez przesady juz. Ale o to chodzi, ze tu jest wszystko**. Element agresywno-napierdalany jest tu tak podkrecony, ze niewstydzacy sie hxc sludzowcy z lat 90. moga sie chowac w cieniu samego jednego ‘Blood and Thunder’. Atmosferycznosci nikt od tej plyty nie wymagal, a jest jej tu tyle, ze jak dla mnie TO WLASNIE TO jest prawdziwy ‘atmospheric sludge’. Nie Neurosis, nie Isis, nie Cult of Luna, jak kocham niektore plyty tych band, tak nic sie nie umywa pod katem atmo do ‘Leviathan’, a nawet jesli, to nie maja tego sludzowego wkurwu, co Mastodon. Juz mnie nienawidzicie to jeszcze dalej wam napisze, SZKOCIK KELLY POWINIEN BYC DOZGONNIE WDZIECZNY ZE SIE MOGL DOGRAC NA TAKA WIEKOPOMNA PLYTE!

aha, jeszcze mialem dodac, ze przeciez ten album to jest przy okazji sztandarowy przyklad, jak grac proga, te wszystkie zawijasy muziczne, bez brzmienia jak [tutaj ironiczny toksycznomaskulinijny zart chad/virgin z wykorzystaniem sheets w sensie ze sheet music i w sensie ze hehe posciel seksik], no ale serio, jak duzo okoloprogowych rzeczy zwlaszcza w metalu brzmi frajersko dla mnie (nawet jesli mi sie akurat podoba), to zero frajera w tym albumie jest.

Jesli chcemy chronic wieloryby, powinnismy zakazac tej plyty

2. Marilyn Manson – The Golden Age of Grotesque (2003)

spotify
Widze wasze ryje teraz, jak juz sie zapultoczyliscie wczesniej ze obrazam legende Neurosis itede, a tu na drugim miejscu pociskam wam tak gowniana plyte XDD

bo ja nie ukrywam, ze to jest slaba plyta. jak masz nascie lat, to moze jeszcze ten rodzaj wulgarnosci potrafi jarac, ten poziom gier slownych i tak dalej, ale wyrosnac z tego jest latwo.

i oczywiscie juz moglbym samego siebie tutaj skontrowac, ze przeciez jakie zmyslne wrzucenie skocznych rytmow w ‘Doll-Daga Buzz-Buzz Ziggety-Zag’ ooo albo ta tradycyjna kabaretowa otoczka w tytulowym iiii jeszcze, ale no kurde, szanujmy sie, kazdy zna kawalki czy albumy ktorych tworcy umieli w stylizacje lepiej.

moglbym wymienic kawalki, ktorych moge posluchac obecnie z jakas satysfakcja, ale moze byloby to z 1/3 albumu, ktory zwyklem katowac (w gimbazie). moglbym wymienic piosenki, ktorych slucham do tej pory, bo naleza do moich ulubionych (i to bardziej niz wtedy), ale to nie bylyby piosenki, tylko piosenka, ‘Spade’. tak ze no, nie o to chodzi, zupelnie nie.

w topce 2018 wrzucilem ‘Mechanical Animals’ i to byl wybor dobrej plyty zespolu ktory przez lata byl moim ulubionym lub wciaz gdzies na podium. Bo tam mialy byc ‘ulubione plyty’, ‘wywierajace wplyw’, “wciaz powracajace na playliste’. Ta tutaj spelnia tylko srodkowy warunek, i to nawet nie w pojedynke.

TGAOG mialo po prostu fascynujaca otoczke. Jasne, troche igrajaca z naziolskimi motywami, ale trudno byloby je pominac w kontekscie tej otoczki wlasnie. I ta fascynujaca otoczka stala sie otoczka jeszcze bardziej fascynujaca, gdy trafilem na NachtKabarett. Robota, ktora Nick Kushner odjebal przy tych analizach symbolik (takze z innych ‘er’ MM, ale TGAOG przede wszystkim), kompletnie rozbrajala umyslowo mnie-gimbusa. Wzbudzilo to we mnie oczarowanie – nie tylko niemieckim – miedzywojniem (wieloletnie!), sztuka G. Helnweina i Internetem w roli zrodla pasjonujacej, rozleglej, bardzo obrazowej wiedzy.

Winie te plyte, MM i NK za wszystkie te godziny spedzone na wikipedii w nastolectwie moim

3. Dismember – The God That Never Was (2006)


spotify
Tu to bym wlasciwie mogl szeregiem wymienic kilka band i plyt, ktore pod koniec 2006 byly jak to miasto Wadowice. W topce 2018 postawilem na In Flames, ktorzy stali sie dla mnie szybko bazowym Zespolem do Codziennego Sluchania, ale to troche splyca sprawe, bo wlasciwie jednoczesnie wlazlem i w melodefy, i w defmetale. Dismember sie wkomponowuje w te ukladanke perfekcyjnie, jako zespol ktory z miejsca wbil mi do bani, ze no HM-2 = no fun, a w calym tym pilujacym ciezarze przeciez dorzucali soluwy tak melodyjne, ze to nie mialo prawa razem grac, A JEDNAK.

Dopiero po wielu latach udalo mi sie wyrwac z pulapki Szwedefu, a ten trop prowadzi nas do…

4. Thunderwar – Wolfpack (2018)


EPeczka, ktora pod koniec zeszlego roku przywrocila mnie na ojczyste smierci lono. EPeczka cowe szla gladko za pierwszym razem i zmusila do czestych, wielokrotnych odsluchow; tak czestych i regularnych jak zadna plyta od lat, nawet te, ktore uznawalem za niezle skatowane jak na moje standardy. EPeczka, ktora wyznaczyla kierunek sluchactwa na najblizszy czas, a stamtad to juz poszlo z gorki.

Przez wczesniejszych pare lat poza powrotami do szwedzkich ulubiencow, w kwestyi death metalu ograniczylem sie wlasciwie do deathgrindu i slamow, ktore spaczyly mi poglad na deathowe brzmienie i wytworzyly poczucie ze caly death to muzyka jedynie sytuacyjna dla mnie, pod konkretny nastroj.

A teraz jestem tutaj, pisze ten tekscik, i zara ide na pociag do pracy, i w drodze do robo bede pewnie sluchac defmetalu, i nastepny paragraf napisze juz po powrocie z robo, w ktorym towarzyszyc mi bedzie tez jakis defmetal. I to wszystko przez te EPke.

To jest taki uklon w strone szwedzkiego grania lacznie z jego wlasnymi uklonami w strone thrashowych riffow czy punkowego bebnienia, duzo melodii, zwlaszcza w solowkach, ‘epickie’ chorki w tle czy nawet caly kawalek w takim podnioslym tonie, swoja droga swietnie wyznaczajacy 3 rozne czesci tej plytki. Wlasciwie to ta EPka jest wszystkim, na co oburzac by sie mogl prawdziwek, natomiast taki metalowy poptymista jak ja bedzie ukontentowany pod kazdym wzgledem – lacznie z bardzo czysta produkcja, moje tanie synhajzerki pozwalaja skupic sie na idealnie dopracowanej perkusji, ktora wrecz prowadzi kawalki takie jak ‘Woodland Spirit’. Cholera, ja naprawde wole Thunderwarowy cover poznego Darkthrone niz pozne Darkthrone.

Jeszcze wieksze wrazenie ‘Wolfpack’ na mnie zrobilo, kiedy przesluchalem wczesniejszy lngplej zespolu, ktory okazal sie byc zwyklym, bezplciowym, ‘epickim’ graniem generycznych motywow szwedzkiego melodefu. EPeczka stala sie moim standardem do wypelniania dziur miedzy skonczeniem jakiegos albumu a dotarciem do celu, do albumu nigdy nie wrocilem.

Dismember mnie nauczyli ze defmetal to muzyka taneczna, Thunderwar mi przypomnieli.

5. Zomby – With Love (2013)


spotify
Ok teraz zaczynam juz troche kombinowac z doborem plytek tutaj
Wlasciwie to moglbym tu tez dac ‘Dedication’ czy ‘Nothing’, bo razem tworza trojce z selekcja kawalkow pod podobny nastroj i z podobnym doborem stylistyk w jakich Zomby sie poruszal
wybralem ‘With Love’ bo ma najladniejsza okladke i najdluzsza trakliste

Tak szczerze mowiac to te wydawnictwa, z ‘With Love’ na czele wlasnie, naleza do sztandarowych przykladow ktore mozna podawac, kiedy chcesz sie przyfandzolic do ‘albumow elektronicznych’, jakie to one sa zle i niedobre i ze muzycy elektroniczni to dupy blade a nie muzycy. Brak jakiejs narracji. Antologiczny/kompilacyjny charakter. Losowy dobor utworow. Zbyt dlugi czas trwania pelnego odsluchu. Kawalki nazbyt do siebie podobne. Mozna pastwic sie dalej, dorzucajac do tego jeszcze typowe zarzuty pod adresem Zomby’ego, jak np. braki intr/outr w kawalkach (jakbym wybral ‘Dedication’ to jeszcze wiadoma sytuacja z wiadomym utworem).

Tak mozna narzekac na te albumy jak zmierzly pacjent przy okienku. A mozna tez sie nauczyc ich sluchac. Zrobic sobie plejke z nimi, wlaczyc sobie losowe odtwarzanie i zajac sie czyms waznym. Np pisaniem guwnopostow na peju albo lezeniem w mroku i rozmyslaniem nad tym jak malo tego dnia zrobiles.

TBH to i tak slucham tego losowego ciagu i tak glownie dla tych nokturalnych trapow typu ‘Soliloquoy’, ‘How to Ascend’ czy ‘Pyrex Nights’, a inne sa o to, zeby za szybko sie nie nudzilo xD

6. Kanye West – My Beautiful Dark Twisted Fantasy (2010)

spotify
Chyba juz z dziesiync razy sie zbieralem na peju do napisania posta w tym temacie i nigdy nie wyszlo, to wykorzystam te okazje.

W ktoryms momencie zaczalem sie zastanawiac ile jest plyt mocno oczekiwanych i hajpowanych, wysoko ocenianych po premierze, ogolem plytek scisle topowych, ktorych hajp mi sie udzielil i to rowniez przed/zaraz po premierze, i ktorych to plytek sluchalem naprawde duzo (a nie ze stwierdzilem ze OFAK, rzeczywiscie top plytka wyszla, przesluchalem jeszcze ze dwa razy i olalem). I jak sie tak zastanawialem to stwierdzilem, ze z takiej mocno i szeroko uznanej muzyki ze sceny miedzynarodowej to chyba tylko MBDTF. Jakby wliczyc jakas kucmuze to moze byloby pare pozycji weicej, ale umowmy sie – ile osob zna MBDTF, a ile takie ‘Crack the Skye’, no kurde.

I w sumie wlasnie to bylo calkiem fascynujace przezycie: byc na co dzien w raczej zupelnie innej muzycznej, kulturowej bance niz rowiesnicy z ktorymi mialem najwiecej kontatu, a jednak zajarac sie albumem, o ktorym mozna bylo pogadac z wiekszoscia z nich, a jak nie o plycie to chociaz o singlach z niej. Tluklem ‘Fantasy’ w drodze do licbazy, tluklem przed lekcjami, czasem na przerwach (tak, bylem THIS GUY), tluklem w powrotnym pekaesie. Niesamowity album.

Ostatnio sie zapienilem, jak w plebiscycie na najgorszy kawalek z plyty wygralo (przegralo?) ‘Monster’. Ja nie wiem, czego sluchali ci goscie co glosowali na ten numer, przeciez to topka plyty i najpiekniejsza zwrotka Nicki, za ktora nigdy wczesniej i nigdy pozniej nie przepadalem ale tutaj swiecila niczym eeee wszystkie swiatla hehe

ogolem to jest mi smutno w zyciu bo wiem ze juz nigdy nie doswiadcze takiego muzycznego bycia ‘tu i teraz’ polaczonego z takim zajaraniem (CALOSCIA!) jak to bylo z MBDTF 9 lat temu.

7. The Black Eyed Peas – The E.N.D. (2009)

spotify
xDDD ja wiem, ze to wyglada na bycie edgy na sile tutaj i nie ukrywam ze troche tak jest i jeszcze mnie Kryniu z[REDACTED]uje za to, ale tak kombinowalem nad czyms z tej polki i stwierdzilem, ze chyba nie ma lepszej plyty, ktora bym mogl wybrac xD

Znaczy wlasciwie to pol plyty (glownie single ktorych bylo od cholery), ale to ktorys z tych wlasnie hiciorow 2009 mi poprzestawial klepki w mozgu, w sensie ze wiecie, ROCK METAL kurna POST METAL B) a pop to tylko TEN DOBRY albo ironiczne guilty pleasures, a tu jebs, nagle przestawilem sie na RMF MAXXXcore (czy raczej BBC Radio 1-wave). W stosownym ku temu czasie, bo lepszego momentu nie moglo byc. No to chyba tyle na ten temat, bo styknie juz slabej prywaty tutej, a o zawartosci muzycznej tego albumu raczej nie ma co pisac za duzo i pewnie i tak juz niektorym uruchomilem jakies przykre fleszbeki z tymi singlami.

Ale jeszcze mi sie przypomnialo, ze mocno tego sluchal takze jeden z moich poniekad muzicznych mentorow owczesnych, na co dzien skroblujacy kolejne tysiace odtworzen Neurosis. Zawsze lubie sb o tym czlowieku przypominac, bo troche smutna piwnica od niego walilo i mozliwe ze wali nadal, bo – chyba nawet wspominalem na pagu kiedys – widzialem na sekcji niechcianego podrywu skriny z jego st00lejarzenia dobre 5 lat po okresie naszej znajomosci, i no czuje wtedy taki lekki wygryw w zyciu po swojej stronie.

>styknie juz slabej prywaty tutej
>opisuj wplyw znajomosci z piwniczanami na twoja osobowosc
brawo bananie

8. O. Children – O. Children (2010)

Jakbyscie chcieli mi dac zadanie, nad ktorym bym siedzial caly dzien i chyba bym sie przy nim zachlastal, to byloby nim kazanie mi wskazanie najgorszego kawalka na tej plycie. Serio, byloby mi glupio odrzucic stad cokolwiek.

Jakbyscie ludzi pytali o ich ulubione plyty post-punkowe (szeroko pojete), to jedni by podawali Wire, inni jakies PiL, jedni rzucaliby Joy Dywizja z koszulek, inni by pewnie wskazali chyba najbardziej przehajpowana polska plyte (Siekiera), pewnie ktos by podal debiut Interpolu nawet. A ja bym powiedzial ze ten album. Taki nieszczegolnie popularny. Taki mocno przebojowy. Taki zjechany przez dziesiatki internautow (sposrod tych, ktorzy do niego dotarli w ogole), ze eeeeeeee co to za zzynanie z Curtisa blablabla.

Jak wlaczam, to trudno mi wylaczyc w trakcie. Jak przypadkiem trafiam na plejce na kawalek, to zawsze doslucham do konca. Jak slucham, to trudno mi robic to po cichu. Nie znam drugiej takiej plyty chyba, przy ktorej chce mi sie spiewac przy kazdej piosence no.

I choc bylo sporo plyt, ktore mnie zawiodly, malo ktora z nich zadala mi taki bol, jak sofomor (pozdro KH) O. Children, gdzie brzmienie zrobilo sie o wiele bardziej indierockowe, a wokal Tobiasza nie byl juz tak niski i gleboki jak na debiucie.

Zespolu juz nie ma, z racji splotu przykrych okolicznosci, ktore Tobiego w zyciu spotkaly, ale tera ziomus kontynuuje kariere solo, to juz troche inne rzeczy sa i wgl, ale badzcie moze mili dla niego i posluchajcie tego albumu plx

now dry your eyes
make a smile and go outside
when theres nothing else to do
find the fun inside of you [nuteczka emodzi]

9. I Hate Myself – 10 Songs (1997)


spotify
Ja wiem, ze ‘real emo’ to smieszny mem i bardzo fajna pasta o tym jest, wiem tez, ze niezale, trzostkowicze i inni rymersi to glownie pewnie midwestow sluchaja i wlasnie placza przy ‘the summer ends’ ameryk anskifutbolu i no spoko i nie mam z tym problemu, ale ja to sie szkolilem w emo w internecie za czasow jak emo byli tokio hotel, mcr i blog27, i mam z tego czasu swoje twarde pozycje (a o midwest jeszcze lata pozniej nawet nie slyszalem), ktore sa ze mna do dzis, mimo ze nawet swoja druga emo faze mam za soba. Druga zreszta tez przyniosla pare takich twardych pozycji (Tristan Tzara czy I Have Dreams), ale juz nie odchodzmy od tematu. Moje pojecie emo muziczki w gimbazie zdefiniowaly Saetia, Jeromes Dream i wlasnie I Hate Myself.***

I Hate Myself ma wszystko. Emocje, darcie ryja, jak i calkiem melodyjne zaspiewy, chwytliwe instrumentalne momenty, z niesamowitym wyczuciem dobrane zmiany tempa. I bycie zasranymi nerdami.

A ja wciaz marze, ze ktoregos dnia ktos oprowadzi mnie po pozbawionym potworow Tokio

10. Have a Nice Life – Deathconsciousness (2008)

spotify
XDDDD w sumie nie wiedzialem co dac bo moglem Brockhampton dac albo Dannyego Browna albo Satyricon z rollowych czasow albo cos co bylo w poprzedniej topce albo nawet dac Linkin Park ‘Hybrid Theory’ tutaj, ale bede prawilny ziomek i dam cos o! takiego, moze ktos w nagrode polickuje posta z linkiem do tego zestawienia i zwiekszy zasiegi Koncowi Wszystkiegowi, bo aaaa jest ta fajna plytka smutna ze zdechlym ziomkiem w wannie na okladce co kazdy lubi i wrzuca w swoje 10/10 XD

[ja tez lubie jak cos, a ze nie jest dla mnie 10/10? to kurde odsylam na poczatek tego zestawienia typie]

* tak na szybko wymieniajac topke 2018: ‘leviathan’, marilyn manson ‘mechanical animals’, nin ‘the fragile’, in flames ‘come clarity’, god is an astronaut ‘s/t’, rusko ‘o.m.g.!’, salem ‘king night’, aphexik ‘saw1’, mihau lennon ‘banany lubie ja’, xiu xiu ‘dear god’; lista rezerwowa: crj ‘e mo tion’, furia ‘plon!’, EHG ‘take as needed for pain’, giles corey, burial ‘kindred’, mlody pi ‘zdycham powoli…’, charli xcx ‘number 1 angel’, modest mouse ‘good news…’, saetia ‘a retrospective’, boris ‘new album’; tak ze no, teraz sie musze gimnastykowac, zeby nie powielac siebie samego za bardzo

** tak naprawde to jest cos czego brakuje, ale zachowam dla siebie.
*** co nie zmienia faktu, ze docenialem wtedy tez troche emo-pop np od Matchbook Romance

jedzcie banany prutas

***

Pozostałe dotychczas opublikowane listy:
Grabek
Oceniam tw peja
Polecam zwalić konia
Recenzje rapik i muziczka ugulem

Słucham muzyki czysto ironicznie
Songs I like
Tomasz Turski (Foghorn, Bysikiewicz/Turski, Widziadło)

Zguba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *