10/10: Adam Smolarek (Odbiór)

Link do fanpage’a.

Link do blogu.

***

To ja przedstawię dziesięć płyt, które ukształtowały moje podejście do muzyki i czasem też do życia – ale należy do tego podejść raczej dość wolno i luźno. Kolejność bez specjalnego znaczenia.

1. Nirvana – Nevermind (1991) (grunge)

spotify
Tego albumu przedstawiać nie trzeba. Ja poznałem go jakoś w 2010 roku, gdy byłem mocniej na etapie “The Eminem Show” i puszczania randomowych kawałków Firmy, taki edgy kid. To były czasy, gdy bardziej sugerowałem się gustem rodziców niż tak naprawdę miałem własny, co nie było złe, ale więcej było tam indie w stronę Editors i IAMX niż (w porównaniu) mocniejszej muzyki, więc ucieszyłem się, słysząc coś z tym słynnym pazurem. Dobrze jeździło mi się przy tym na rowerze, zakochałem się w koncercie w Paramount Theatre. Parę lat później ogarnąłem biografię pióra Everetta True i wkręciłem się w to, co Nirvanę ukształtowało – wszystko zaczęło się od Nevermindu, a skończyło się na tym, że pierwszy raz poszukałem czegokolwiek głębiej co do bezpośredniego środowiska danego zespołu. I tak oto jesteśmy tutaj, halo Odbiór.

2. The Cure – Pornography (1982) (post-punk)

spotify
Jeden ze smutniejszych mainstreamowych albumów, jakie znam. Słuchałem ze Spotify i z kasety, mam vinyl. Po prostu musi się tutaj znaleźć, a ja chyba nie chcę tego wątku rozwijać.

3. Tede – S.P.O.R.T. (2002) (rap)

spotify
Tu można się nieco zdziwić. Są momenty mega obrzydliwe (np. “Baunsuj ze mną”) czy seksistowskie (przewijające się). Jednak jeśli chodzi o to, jakie mam wspomnienia, to był to rok 2015 i pewna swawolność (czy też może raczej: pajacowanie) obecna na tym albumie dała mi wtedy dużo dobrej energii, której bardzo potrzebowałem, przechodząc zły okres. Zresztą – są tutaj bardzo dobre numery, jak chociażby “Dokładnie tak”, “Witaj w domu” czy “Wyścig szczurów” (ten ostatni całkiem śmiesznie się zestarzał wobec kariery Tedasa). Co więcej – es-pe-o-er-te otworzyło mi drogę do pozostałej dyskografii Jacy, której do dziś jestem gotów bronić, aż do jakiegoś 2015 roku.

PS. To on miał rację w beefie.

4. Vysoké Čelo – Űrutazás (2017) (space folk, post rock)

spotify
Doskonała płyta, ale jeśli chodzi o obecność w zestawieniu, to przede wszystkim pierwszy album niezalowy, jaki kupiłem. Na pierwszym koncercie niezalowym, na jakim byłem. Wyszedłem z niego oczarowany i zainteresowany Opus Elefantum Collective’em. Może chłopaki na to trafią, więc z tego miejsca pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję. Do zobaczenia na koncertach.

5. Zwidy – Szum (2018) (emo, math-rock)

spotify
I tooo jest coś, co mam kilka razy w tygodniu na repeacie niezmiennie od dnia premiery. Świetny, przejmujący album, podparty na maksa wartymi obecności występami. Niedawno wreszcie kupiłem fizyka, więc mogłem posłuchać na dużych głośnikach – i oj, warto było. Oprócz tego bardzo propsuję za to, że w słowach jest szczerość: nie, nie chodzi o to, że komuś się czegoś po prostu nie chce, że jest leniwy. Jest po prostu zmęczony ciągłym wyzyskiem, byciem wyalienowanym. A gdyby się wyłożyć i umrzeć w tym skwarze… tysiące ludzi dookoła, nikt nie zauważy. Taka krótka diagnoza wyobcowania.

6. Cool Kids of Death – Cool Kids of Death (2002) (punk rock)

spotify
Jeden z pierwszych albumów, jakie w ogóle pamiętam w swoim życiu. W rodzinie od lat krąży anegdotka, jak to rodzice zostali wezwani do przedszkola, bo mały Adaś śpiewał, że “ma butelki z benzyną i kamienie”. Później dorosłem do przesłuchania reszty dyskografii (niezmiennie bez “Planu ewakuacji”) – nie porównując albumów, miałem tu trochę jak z “Nevermind”, czyli że z samego początku interesowała mnie tylko ta jedna płyta i kropka. Na szczęście przeszło.

7. Sidney Polak – Sidney Polak (2004) (rap? reggae? folk?)

spotify
Dość kontrowersyjna pozycja na liście, ale zwyczajnie musiało to na mnie wpłynąć, skoro w ciągu piętnastu lat – głównie na przestrzeni pierwszych pięciu – słuchałem tego wystarczająco dużo razy, by pamiętać wszystkie teksty wraz z featuringami. Kojarzy mi się to z latem i dużą ilością wolnego czasu, to też pewnie pierwszy rap, jakiego słuchałem. Ale do reggae mnie to nie przekonało. I bardzo dobrze. To też jedna z tych pierwszych płyt.

8. The White Stripes – Elephant (2004) (blues rock)

spotify
To jeszcze jedna propozycja spośród muzyki z samego początku życia. Na pewno słyszałem “Elephant” w domu równie często co “Sleeping with ghosts” Placebo czy Depeche Mode, ale to tę płytę zapamiętałem. Nad drugim tytułem musiałem sięe zastanowić, a co do Depeszy, to nie mam pojęcia. Anyways, jakoś na początku gimnazjum czy pod koniec podstawówki wróciłem do tego konkretnego albumu, mając w pamięci wyłącznie “Seven Nation Army” – i nie zawiodłem się.

9. Fisz – Polepione dźwięki (2000) (rap)

youtube
Zainteresowałem się tą płytą jakoś dziesięć lat temu. Byłem wtedy wspominanym już edgy dzieciakiem, który się podjarał, że usłyszał słowo “kurwa” w “Czerwonej sukience” i postanowił poznać resztę tracklisty. Cóż, niezależnie od tego, do dziś bardzo lubię ten pełen klimatycznych numerów album. Co więcej: dzięki “Językowi wszechświata” pierwszy raz posłuchałem wymienionego w tekście Johna Coltrane’a i uświadomiłem sobie, że są muzycy, którzy mają rozległe inspiracje – teraz niby oczywista rzecz, ale miałem wtedy może z dziesięć lat i to był moment, który otworzył mi głowę.

10. The Doors – The Doors (1966) (psychedelic rock)

spotify
Tu może nie do końca muzycznie, ale bardziej światopoglądowo. Muzyce niczego nie odejmuję, nie o to mi chodzi. Mam raczej na myśli, że oprócz oniryzmu i mistycyzmu bije stąd przekaz korzystania z życia. I to pozwala czasem zarówno podjąć jakąś trudną decyzję, jak i w innych przypadkach stwierdzić, że nie ma się co śpieszyć. Można po prostu pochodzić po mieście, pomarnować czas. Ale ponownie – najczęściej wychodzi na to, że to czas wakacji. Inaczej obowiązki za bardzo gonią, jak to w tym pieprzonym późnym kapitalizmie. Można jeszcze czasem pomarzyć.

Dodałbym tu jeszcze sporo płytek. Wiadomo, że są “Loveless” czy “Souvlaki”. Radiohead akurat nie lubię, sorka, wiem, przecież to odbiera mi legitymację partyjną w pejosferze. Pominąłem solowy debiut Björk, polskie starsze perełki typu Myslovitz, nowsze typu Julek Płoski itd. Ale miało być dziesięć, to jest dziesięć. Ostatnio zakochałem się w muzyce Julii Kent i też w ogóle większości tego, co pojawia się w trzech audycjach, alfabetycznie: Atrocity Exhibition (Radio Aktywne), dźwiękoczułość (Radio Aktywne), Odmienne Stany (Radio Kapitał). Warto słuchać radia, niech żyje. (W Polsce, w Anglii, w Hiszpanii, we Francji.)

***

Pozostałe dotychczas opublikowane listy:
Baśnia Lipińska
Ccc banany ja bardzo lubie je)
dziewiętnaście czwartych

Grabek
Grzegorz Kwiatkowski (Trupa Trupa)
Jan LF Strach
julek ploski
Karol Schwarz (Nasiono Records)

Oceniam tw peja
Polecam zwalić konia
Recenzje rapik i muziczka ugulem

Słucham muzyki czysto ironicznie
Songs I like
The Artificial Pine (???, Epiglottis, Pchła)
Tomasz Turski (Foghorn, Bysikiewicz/Turski, Widziadło)

Zguba