10/10: dziewiętnaście czwartych

Link do fanpage’a.

***

Niech lista przemówi sama za siebie 🙂 Kolejność płyt przypadkowa.

Haken – Affinity 
(2016)

spotify
Ta płyta jest jak najlepsza książka science-fiction. A w dodatku świetnie brzmi. Jest tu miejsce na wszystko: od fragmentów retro-tanecznych, poprzez epickie aż do wzruszających. Boję się napisać o tym albumie coś więcej, bo mam wrażenie, że mogę go zaspoilerować. A tę opowieść warto przeżyć z czystym umysłem.
Najlepszy kawałek: „The Architect”

Nine Inch Nails – The Fragile (1999)

spotify
Trent Reznor jest dla mnie ikoną, tak jak dla wielu innych jest nią David Bowie. Kocham kreatywność tego faceta, kocham jego bity i basy, kocham gniew, który wciąż rozpala jego twórczość. Ale kocham też jego smutek i to, jak pomimo smutku zachęca ludzi do tańczenia w tej dystopii zwanej życiem. A czemu akurat The Fragile? Chyba dlatego, że jest na tej płycie wszystko, co charakterystyczne dla NIN: od ambientu po industrialne darcie dźwięków. A może po prostu kocham przewijające się przez tę płytę pianino oraz Trenta z emo grzywką.
Najlepszy kawałek: „Wretched”

Emilie Autumn – Opheliac (2006)

spotify
Potencjalnie to najbardziej „wstydliwa” miłość opisana na tej liście. Wielu ludzi z Emilie wyrasta, tak jak wyrasta z Linkin Park i My Chemical Romance. Ale! To dzięki niej wyszłam ze swojego gitarowo-rockowego bąbla i zobaczyłam świat, w którym można łączyć kabaret, XIX wiek, elektryczne skrzypce, klawesyn, sample… i stworzyć z tego coś ciekawego. Emilie Autumn była też jedną z pierwszych feministycznych artystek w mojej świadomości muzycznej. Bardzo wtedy potrzebowałam czegoś takiego, nawet jeśli wersja feminizmu reprezentowana przez skrzypaczkę nie zestarzała się najlepiej.
Może już nie jestem tak bezkrytyczną fanką Emilie, jak te 6-7 lat temu, ale wciąż bardzo ją doceniam. Chociażby za otworzenie umysłu na nieco mniej konwencjonalną muzykę. Oraz za wiele wzruszeń.
Najlepszy kawałek: „Swallow”

iamthemorning – Lighthouse (2016)

spotify
Iamthemorning to rosyjski duet kameralno-progresywny, który gra piosenki o zmarłych dziewczynach i podpalaczkach. Jak można nie lubić czegoś takiego, ja się pytam?
Ta płyta przemawia do mnie na poziomie estetycznym. Gleb, połówka odpowiedzialna za grę na pianinie i większość aranżacji, ma niesamowity zmysł muzyczny. Za pomocą nut buduje lekkie, elfie konstrukcje. Ale to Marjana, druga połówka, nadaje im swoim głosem duszę. Razem tworzą przejmujące, pełne melancholii obrazy, od których nie umiem się opędzić już trzeci rok i od których chyba nigdy się nie uwolnię.
Najlepszy kawałek: wszystkie, ale obecnie najbardziej lubię „Too Many Years”

Korn – Untouchables (2002)

spotify
Korn to moja pierwsza muzyczna miłość. Jak z każdą pierwszą miłością, mam wiele wspomnień związanych z tym zespołem, dobrych i złych. Ale jednak ilekroć wracam do pierwszych sześciu płyt, odkrywam, że jakaś część mnie nadal uwielbia kołysać się do psychodeliczno-grungowo-metalowo-hiphopowych rytmów i śpiewać razem z Davisem, jak to jest być smutnym outsiderem. Szkoda, że w nowych płytach tej grupy trochę brakuje życia.

Najlepszy kawałek: „Here To Stay” (czasem single są najlepsze)

The Dresden Dolls – The Dresden Dolls
 (2003)

spotify
Punk brzmi dużo lepiej, gdy gra się go wyłącznie na pianinie i perkusji. Laleczki wiedzą, jak dotknąć uczuć słuchaczy i jak wyrazić sprzeciw wobec absurdów naszej rzeczywistości. Zresztą, co tu dużo mówić. Amanda Palmer jest legendą, a jej partner w zbrodni, Brian Viglione, wyciska zaskakująco wiele treści ze swojej perkusji. Rok temu pojechałam na ich koncert do Londynu i był to jeden z najlepszych występów, jakich miałam zaszczyt być świadkiem. Mogłam się wywrzeszczeć i wypłakiwać sobie oczy do ulubionych kawałków do woli.

Najlepszy kawałek: „The Perfect Fit”

Type O Negative – October Rust (1996)

spotify
Świece, zbutwiałe liście, czarna skórzana kurtka i smutek. A na dodatek głos przeszywający do głębi duszy. Jestem dzieckiem lat 90., Type O Negative skaziło moją duszę w bardzo wczesnym wieku (może część z was tego nie wie, ale ten zespół był puszczany w mainstreamowych radiach i mTV!). Ta skaza nigdy do końca nie zeszła. Ale można z nią żyć.
Najlepszy kawałek: „Love You To Death”

Björk – Biophilia (2011)


spotify
Ta płyta mnie uspokaja, tak jak uspokajają mnie zdjęcia kwiatków, oglądanie gwiazd i długie spacery. Albo książki Ursuli Le Guin. Jest w niej coś absolutnie nie-ludzkiego, w tym najlepszym, posthumanistycznym znaczeniu. Coś, co pozwala nabrać bardziej holistycznego podejścia do życia. Polecam na dni, w których życie „w społeczeństwie” jest trudne.
Najlepszy kawałek: „Crystalline”

O nie, ta dziesiątka płyt kończy się zdecydowanie za szybko…

Riverside – Shrine of New Generation Slaves (2013)


spotify
Obecnie ta płyta jest dla mnie zbyt smutna, bym mogła jej często słuchać. Ale to jest taki smutek, jakiego czasem bardzo mi potrzeba do przeżycia małego katharsis. Wiem, że na pewno do niej kiedyś wrócę. Poza tym dzięki Świątyni… poznałam Riverside oraz wróciłam do śmielszego eksplorowania muzyki progresywnej.
Najlepszy kawałek: wszystkie. „The Depths of Self-Delusion” jest prawdopodobnie najbardziej charakterystyczne.

The Beatles – Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (1967)


spotify
Są w życiu pewne stałe. Na przykład: Tatry leżą na południu Polski, a The Beatles to najlepszy zespół w historii świata. Pewnie niektórzy teraz się oburzą, bo wolą Queen, a inni przewrócą oczami, jak można pisać takie oczywistości. Ale powiem tak: nie mogę nie docenić tego, że Żuczki stworzyły podwaliny pod cały mój gust muzyczny. I choć na ostatnim miejscu chciałam uwzględnić milion ważnych dla mnie płyt, nie mogłam pominąć dzieła, bez którego prawdopodobnie nic z powyższej listy by się nie wydarzyło. Zwłaszcza, że naprawdę to dzieło lubię. Jest jak muzyczna Alicja w Krainie Czarów: magiczna, absurdalna, dziwaczna. Sierżant Pieprz (podobnie jak całe The Beatles zresztą) dzielnie się broni przed upływem czasu i zmieniającymi się modami. Podejrzewam, że przetrwa nawet klimatyczną apokalipsę.
Najlepszy kawałek: „Within You Without You”

Na liście się nie zmieściły:
– The Cure Disintegration (1989)
– Dead Can Dance Spleen And Ideal (1985)
– King Crimson In The Court of the Crimson King (1969)
– Zola Jesus Okovi (2017)
– Jefferson Airplane Surrealistic Pillow (1969)
– Leprous Pitfalls (2019)
The Crow: Original Motion Picture Soundtrack (1994)
i wiele wiele innych… Ale zwycięzców może być tylko dziesięciu.

***

Pozostałe dotychczas opublikowane listy.
Baśnia Lipińska
Ccc banany ja bardzo lubie je)
Grabek
Grzegorz Kwiatkowski (Trupa Trupa)
Jan LF Strach
julek ploski
Karol Schwarz (Nasiono Records)

Oceniam tw peja
Polecam zwalić konia
Recenzje rapik i muziczka ugulem

Słucham muzyki czysto ironicznie
Songs I like
The Artificial Pine (???, Epiglottis, Pchła)
Tomasz Turski (Foghorn, Bysikiewicz/Turski, Widziadło)

Zguba